Nope book tag.

Gdy zobaczyłam filmik „NOPE Book Tag” na kanale Wybrednej Marudy, wiedziałam, że wpis na ten temat musi znaleźć się u mnie. Tag wymyśliła twórczyni kanału A Booktube Book. Tam, gdzie tylko się dało, napisałam o przypadkach, gdy wskazana rzecz w jednej książce spowodowała u mnie reakcję typu „nie, to nie możliwe… autor powinien dostać medal”, a w drugiej „nie, jak można to było tak bardzo spieprzyć”. Zapraszam serdecznie na zdrową porcję marudzenia posypaną odrobiną spojlerów. Choć starałam się tego nie robić.

Akt I

Nope zakończenie. Czyli takie zakończenie, z którym się nie zgadzam, doprowadza mnie do wściekłości, lub zwyczajnie jest do kitu.

Może nie mam takiego zakończenia, które mi wybitnie nie podeszło. Zazwyczaj pasuje ono do powieści, czasem mnie zaskoczy, ale kiepskie historie nudno się kończą, a te genialne – świetnie.

Dwie pierwsze książki, o których napiszę, to te napisane przez Agatę Przybyłek. „Bez Ciebie” zostawiło mnie w ciężkim szoku, z takim cichym „nieeeeeeeeeee” w głowie. Szukałam później epilogu, czegoś, co by zaprzeczyło moim obawom, ale nic z tego. Druga książka to „Jeszcze raz”. Ciekawe, kto uważa jak ja, że to zakończenie nie było szczęśliwe? Życiowe. Tak. Prawdopodobne? Jak najbardziej. Zrozumiałe? Oczywiście. Szczęśliwe dla kogokolwiek? Absolutnie.

Dmitry Glukhovsky także potrafi zaskakiwać zakończeniem. „Metra 2033” nie trzeba nikomu przedstawiać. Jak dla mnie ta książka jest dobra, ale to zakończenie było niczym cios w głowę. Pamiętam, jak siedziałam w fotelu i byłam w stanie powiedzieć jedno słowo „mocne”. „Czas zmierzchu” z kolei zakończył się w sposób nieprawdopodobny, ale logiczny. Powiem szczerze, że samą książkę najprędzej nazwę horrorem, ale to zakończenie jest najstraszniejsze. Bardziej przeraża mnie ta wizja świata, niż potwory, które chcą dopaść człowieka w nocy.

Na koniec – myślenie życzeniowe. Zawsze marzyłam o tym, aby Potter na koniec obudził się w swoim domu, albo, co lepsze, w szpitalu psychiatrycznym. Ależ by był płacz na całym świecie! Jestem ciekawa, czy gdzieś jest choć jedna osoba, która myśli podobnie.

Nope bohater. Protagonista, którego nie lubię, lub doprowadza mnie do szaleństwa.

Tutaj mogę wymieniać całe roje bohaterów: Dora Wilk, Alice Allevi, Bridget Jones (ale tylko z książek), Forrest Gump (także), Sasza Załuska, Rachel (z „Dziewczyny z pociągu”), Ani FaNelli, Toy, Adrian Monk i wielu innych. Nie będę się pastwić nad każdym z osobna. Tylko po co?

Nope seria. Seria, w którą zainwestowałam za wiele czasu i pieniędzy.

Seria o detektywie Monku mnie naprawdę rozczarowała. Ogromnie lubię serial o tym detektywie, więc po obejrzeniu ostatniego odcinka, zachciałam więcej i więcej. Sięgnęłam zatem po książki autorstwa Lee Goldberg. Najważniejszymi moimi zarzutami były zbyt małe podobieństwo książkowej postaci do serialowego pierwowzoru i całkowity brak pomysłu na fabułę.

„Imperium Radch”. Moja pierwsza space opera i nie wiem, czy kiedykolwiek sięgnę po inną. Nudne to jak zbieranie grzybów. No bo człowiek otwiera książkę, w której sztuczna inteligencja walczy o przetrwanie, a czyta, jak bohaterki piją herbatę. Lubię pić ten napój. Potrafię wypić i 10 kubków w ciągu dnia, ale no bez przesady.

Podobnie było z „Kronikami Duszorośli”. Pomysł stworzenia serii o chłopcu, który potrafi przenosić się do krainy umarłych, jest genialny. W przeciwieństwie do motywu biednego, pomiatanego dziecka, do którego los się uśmiecha, bo ten został już przerobiony na wszystkie strony, tak przenoszenie się do świata umarłych jeszcze nie zostało wyeksploatowane. Niestety autorka nie udźwignęła tematu i w przez większość czasu czytelnik był zmuszony siedzieć w zamku i przyglądać się dworskich intrygom.

Nope para, której nie popieram.

Tutaj nie ma właściwie nic do powiedzenia. Mało romansów czytam, jak już to komedie obyczajowe i nie skupiam się aż tak na tym, czy bohaterowie do siebie pasują. Zapewne w mojej czytelniczej przygodzie zdarzyła się para, której mówiłam zdecydowanie „nie”, ale nie irytowała mnie tak bardzo, abym ją zapamiętała.

Nope plot twist. Taki, którego się nie spodziewałam, lub którego nie lubię.

Z ostatnich książek to chyba była książka „Pusta noc” z serii „Żniwiarz”. Nie dość, że plot twist był całkowicie do przewidzenia i niemal od początku książki wiedziałam, co nastąpi, to jeszcze ten motyw, jak dla mnie, jest zbyt oklepany. Oczywiście po recenzjach widzę, że jestem w mniejszości z odczuciami odnośnie do tej książki, także nikogo nie zniechęcam.

Choć dla mnie polskim królem plot twistu jest Artur Urbanowicz. Posługuje się nim umiejętnie i gdy już czytelnik jest przekonany, że rozumie co się dzieje i czuje się pewnie, to zaraz z książki wyskakuje „figa z makiem” i od nowa zaczyna się zgadywanie. Kto czytał „Gałęziste” oraz „Grzesznika”, wie o czym mówię.

Nope decyzja głównego bohatera. Decyzja protagonisty, której nie popieram.

!UWAGA! Osoby, które nie czytały tej książki, proszę o przejście do następnego akapitu! „Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)”. Jak wiele osób może się domyślać, tytułową „sukę” zabiła jedna z kobiet przebywających w domku. Kierowane dziwną solidarnością jajników (bo przez całą powieść nie odniosłam wrażenia, aby się za bardzo lubiły), postanowiły zwalić winę na ojca jednej z nich. Ja rozumiem, tylko po kasę przychodził, a córkę miał w odwłoku, ale czy zasłużył, aby wrobić go w zabójstwo rabunkowe? No chyba nie.

Nope gatunek. Taki, którego nigdy nie przeczytam.

Nie mam takiego gatunku, po który nigdy nie sięgnę, choć jeszcze erotyku nie czytałam to mam w planach. W każdym gatunku może znaleźć się perełka.

Nope format. Format książki, który nienawidzę i nigdy nie kupię.

To nie jest tak, że nie lubię kieszonkowych wydań. Cała „Kolekcja Świata Dysku” jest wydana w mniejszym formacie. Ale jeśli mam wybrać droższy i większy format albo tańszy, mały – wolę dopłacić.

A tak naprawdę nie lubię grubych książek. I nie chodzi, że za trudno mi czytać, ale są dość nieporęczne. Ciężko je wziąć ze sobą do parku, do szkoły/ pracy, czy choćby do kawiarni. O tym, aby czytać na fotelu i trzymać ją w rękach, nie ma mowy. Choć takie książki też mam. Także nie ma takiego formatu, którego nie przeczytam, bo „nie i już”.

Niedługo akt drugi.

  • Agnieszka Kaniuk

    Świetna Nowa odsłona bloga. Gratuluję znian. Widać,że się rozwijasz. ☺ Bardzo fajny tag 🙂

  • Agnieszka Kaniuk

    Świetna Nowa odsłona bloga. Gratuluję znian. Widać,że się rozwijasz. ☺ Bardzo fajny tag 🙂