Nie żyjemy tylko dla siebie.

Dziś zapraszam Was na recenzję gościnną książki „Apteka marzeń” mojej przyjaciółki Agnieszki. Nie ma ona własnego bloga*, a czasem, jak każdy czytelnik, potrzebuje podzielić się wrażeniami z lektury. Proszę przyjąć ją ciepło, a komentarze niech będą różowe, słodkie i piszczące!

Moi kochani, dziś porozmawiamy na temat trudy i bolesny. Temat, o którym na co dzień nie chcemy myśleć i mówić z obawy, by nie wywołać wilka z lasu i nie ściągnąć złego, bądź też z przekonania, że problem ten przecież nas nie dotyczy. Będziemy mówić o chorobie i śmierci. W dzisiejszych czasach, kiedy mamy swobodny i łatwy dostęp do internetu nieustannie czytamy kolejne apele, a wręcz błaganie o pomoc dla kogoś, kto potrzebuje naszej pomocy po to, by móc żyć. Oczywiście odczuwamy współczucie, dowiadując się o dotykającym innych cierpieniu, ale z reguły po chwili zajęci własnym życiem i problemami zapominamy o tym, co czytaliśmy, bo przecież to wszystko dzieje się tam a my nie możemy nic zrobić, by pomóc. Dzięki książce Pani Nataszy Sochy „Apteka marzeń” przekonasz się, że i Ty w bardzo prosty sposób może podarować komuś życie. Drogi czytelniku nie myśl sobie, że skoro mowa o książce, to nie ma czym się przejmować, bo zapewne jest to, tylko kolejna ckliwa historyjka będąca fikcją literacką. Otóż nie na kartach „Apteki marzeń” poznasz prawdziwą historię wspaniałej dziewczynki i jej rodziny, od której my dorośli możemy się bardzo wiele nauczyć.

Magdalena i Aleksander są rodzicami maleńkiej 2-letniej Oli. Przed tak małym dzieckiem życie stoi otworem. Jej przyszłość to czysta niezapisana karta, którą może zapisać, jak tylko zechce. Taka perspektywa napawa optymizmem i radością, chyba że los postanowi sprawić nam przykrą niespodziankę. Niespodziankę, która roztrzaska nasz świat na milion kawałków. Jak wówczas dalej żyć, by nie zwariować, mieć siłę do walki i nie stracić nadziei, że z walki tej wyjdziemy zwycięsko na te i wiele innych pytań, na które praktycznie nie ma oczywistych odpowiedzi zmuszeni byli odpowiedzieć sobie rodzice Oli, kiedy 5 maja 2004 roku jak grom z jasnego nieba spada na nich wiadomość, że ich ukochana córeczka ma raka – Neuroblastomię w czwartym stadium rozwoju. Ola oczywiście nie jest jedyną bohaterką swojej historii, Równolegle bowiem poznajemy również Karolinę, nastolatkę, która pojawiła się w życiu dziewczynki zupełne przypadkiem. Spotkanie to zaowocowało piękną przyjaźnią, z której zrodził się niezwykły projekt, będący dowodem na to, marzenia można spełniać zawsze i wszędzie wystarczy tylko wyjść poza ramy własnego egoizmu. Ola pokazała nam, że niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znajdujemy, warto myśleć także o innych.

I taki też jest cel powstania tej książki. Autorka oddała w ręce swoich czytelników spisaną wyjątkową opowieść, o której dowiedziała się za sprawą swojej koleżanki z lat studenckich Pani Doroty Raczkiewicz szefowej Drużyny szpiku. Po spotkaniu z rodziną Gref Pani Magda zgodziła się udostępnić autorce wszelkie materiały dotyczące choroby córki, jak również swoje prywatne zapiski, które pozwalają czytelnikom spojrzeć na chorobę bezbronnego dziecka oczami matki. Na początku mojej recenzji napisałam, że od naszej dzielnej małej bohaterki dorośli mogą się wiele nauczyć. Tak to prawda ta dziewczynka uosabia dziecięcą empatię względem drugiego człowieka. Mimo że sama bardzo cierpi zawsze myśli o innych. Chce podarować innym dzieciom, które również walczą o życie choć jedno marzenie, dzięki czemu wierzy, że jej marzenie również się spełni. My dorośli wszystko widzimy w czarnych barwach, nie potrafimy żyć chwilą i czerpać z tych pojedynczych chwil radości. W obliczu nieszczęścia myślimy o tym, czego nie uda nam się osiągnąć, jakich planów nie zdążymy spełnić. Tymczasem dzieci, nawet kiedy cierpią, promienieją radością, bowiem one niczego nie planują. Cieszą się tym, co tu i teraz czerpią energię z najkrótszych nawet dobrych chwil.

Pamiętajcie, nie żyjemy tylko dla siebie. Człowiek nie jest istotą do końca samowystarczalną. Choć często żyjemy w przekonaniu, że doskonale radzimy sobie w życiu sami, są sytuacje kiedy, aby mieć szansę na życie, potrzebujemy drugiego człowieka. Dla Oli takim dobrym duchem w jej drodze ku życiu, była właśnie Karolina. Choć jak przyznaje autorka, postać ta jest tylko wytworem jej wyobraźni, to jednak jest ona odzwierciedleniem wszystkich wspaniałych osób, które Ola i Pani Magda spotkały na swojej drodze podczas walki z chorobą. Ich oddania, wsparcia i miłości. Bez nich byłoby o wiele trudniej.

Ty również możesz być osobą, która podaruje komuś życie. Wystarczy, że zarejestrujesz się jako dawca szpiku. Dobro powraca i choć dziś myślisz, że Ciebie nic złego nigdy nie spotka, tak naprawdę nigdy niczego nie możemy być pewni w stu procentach i jutro Ty również możesz potrzebować pomocy. Wiem, o czym mówię, bo sama przekonałam się o tym na własnej skórze. Od dwóch lat choruję na nowotwór. Wybaczcie, proszę, tę odrobinę prywaty. W żaden sposób nie chcę epatować swoją chorobą. Mam jedynie nadzieję, że dzieląc się z Wami tak osobistym faktem z mojego życia, ostatecznie przekonam Was, abyście zostali dawcami szpiku. Was to nic nie kosztuje, a dla kogoś oznacza życie.

Na zakończenie chciałabym podziękować Pani Dorocie za to, co robi wspólnie ze swoją Drużyną Szpiku. Pani Magdzie i jej małżonkowi za to, że zechcieli opowiedzieć nam o tak trudnym etapie w swoim życiu. Wierzę, że dzięki ich tak niezwykle osobistemu i poruszającemu świadectwu ludzkie serca zabiją mocniej, niosąc za sobą chęć pomocy, co będzie miało swoje namacalne odzwierciedlenia w znacznym wzroście liczby zarejestrowanych dawców szpiku. Swoje podziękowanie oczywiście kieruję także do Pani Nataszy. Chcę wierzyć, że dzięki „Aptece marzeń” apel POMAGAJMY dotrze do bardzo wielu ludzi, a przecież o to właśnie chodzi. Czytajcie „Aptekę marzeń” i mówcie o tej książce bardzo głośno gdzie i kiedy tylko się da. Jest to bezsprzecznie książka o cierpieniu, bólu, rozpaczy, ale również, a może przede wszystkim o miłości, nadziei, wierze, przyjaźni oraz zwycięstwie z pięknym przesłaniem. Zapewne wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że nie każdy może zostać dawcą szpiku, ale pamiętajcie, dla osoby chorej, niezależnie od rodzaju choroby, równie ważna jest wasza obecność, wsparcie, uśmiech. Dlatego nie odwracajmy się od niej, nie zrywajmy kontaktu, nie pozostawiajmy jej samej sobie. Uwierz mi dla nas chorych to, że po prostu jesteś, naprawdę ma ogromną wartość.

Pozdrawiam,
Agnieszka Kaniuk.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorce oraz wydawnictwu.

 

*Aktualizacja: Agnieszka Kaniuk niedawno założyła bloga. Zapraszam do odwiedzenia go.