Bez odkupienia – Michael R. Fletcher

Bez odkupienia.

„- Mówię, że wieśniacy potrzebują dobrych przywódców. Sercem każdego reżimu czy imperium są robotnicy, nazywaj ich chłopami albo jak tylko chcesz. Dopóki ich wola jest silna, ustrój jest silny. Złam robotników, złamiesz i imperium.”

Staram się czytać różnorodne książki. Nie zamykam się w jednym gatunku, czy stylu, o autorze nie wspominając. Przez to dość często się rozczarowuje, ale i dzięki takim eksperymentom odkrywam nowe, nieznane i ciekawe tereny. Tak jest właśnie z książką, którą mam w ręku. Była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. I to pozytywnym.

 

Świat przestawiony.

Każdy z nas zdaje sobie z istnienia niezliczonej ilości chorób i zaburzeń psychicznych. W naszym świecie się takie osoby zwyczajnie ignoruje, leczy, lub zamyka w zakładach zamkniętych, w zależności od tego, jak bardzo ta osoba jest niebezpieczna dla siebie i otoczenia. A co, gdyby istniał świat, w którym urojenia osób chorych, potrafiły kształtować rzeczywistość i wpływać na inne osoby?

I tak jest teriantopik, który zamienia się w węże, dysmorfik umiejący zmieniać kształt, czy osoba dotknięta zespołem Fregoliego, która tworzy miasto zamieszkane tylko przez siebie i swoje urojenia. Choć najstraszniejszym dla mnie był Łowca Niewolników, który wpływał na umysły innych i czynił ich bezwolnymi, posłusznymi sługami.

Osoby bez urojeń, czyli w naszym rozumieniu zdrowe psychiczne, w większości są przestawiani jako zabawki w rękach Geisteskranken, ale osoby bez urojeń także są w stanie wpływać na rzeczywistość, jeśli jest ich wystarczająco dużo i dostatecznie mocno wierzą. Najlepszym przykładem jest to, że dziecko szykuje się do Wstąpienia, czyli stania się bogiem. Wiara ludności i samego chłopca mają pomóc mu to dokonać.

„[…] Teraz, w oczyszczającej prawdzie słońca, zrozumiała, że gulasz zatruły prawdopodobnie jej własne urojenia. Nie, żeby ponosiła winę za ich śmierć. Wiara definiuje rzeczywistość. Każdy o tym wie. Nie powinni oferować Gehirn gulaszu, a gdy wspomniała, że jej zdaniem jest zatruty, powinni byli go wylać. A potem przypomniała sobie o ich głuchocie.”

 

Postacie.

Historia jest przedstawiana z perspektywy wielu osób. Pierwszymi postaciami, z którymi się stykamy, są: Stehlen (złodziejka i oszustka), Wichtig (przystojny szermierz i łobuz) oraz Bedeckt (weteran, wojownik, zabójca). Oni wszyscy jeżdżą od miasta do miasta, kradnąc, napadając ludzi, mordując. Powiem szczerze, że jak zaczęłam czytać, to zwątpiłam, czy protagoniści tego typu są w stanie mnie do siebie przekonać. Jednak potrafili.

Jest także Konig. To on przygotowuje dziecko do wspomnianego wcześniej Wstąpienia. Sam zmaga się ze swoimi urojeniami: jego sobowtóry będące personifikacją cech charakteru (Akceptacja, Trwoga i Porzucenie), walczą przeciwko niemu i knują, podobnie jak odbicia w lustrze. Jest socjopatą. Nie liczy się z niczym ani z nikim.

Gehirn jest także ważną postacią w historii. Piromanka potrafi spalić każdego na popiół, ma paranoiczne przeświadczenie o tym, że inni chcą ją zabić. Słońce potrafi wypalić jej skórę i oczy, ale szybko się regeneruje.

To były moim zdaniem najważniejsze osoby w powieści, choć swoje pięć minut w książce otrzymuje wiele innych postaci takich jak wspomniani wcześniej: chłopiec prawie bóg, czy Łowca Niewolników, ale raczej traktowałabym ich jak bohaterów drugoplanowych. Jak widać, ważnych postaci jest dość sporo, ale czytelnik nie gubi się w książce. Bohaterzy są różnorodni i dobrze napisani.

 

Moje wrażenia.

Pisałam już, że początkowo nie polubiłam postaci, ale to było chwilowe. Otóż w większości Geisteskranken tworzą kompleksy i tragiczne wydarzenia w przeszłości. Jest przytoczona sytuacja, gdy kazali matce patrzeć, jak torturują jej dzieci, aby wytworzyć jej Urojenia, choć nasze postacie stały się niezrównoważone przypadkiem. Mamy więc mężczyznę, który jako dziecko był sprzedany do domów publicznych, czy kobietę molestowaną w przeszłości przez swojego ojca. To byli nieszczęśliwi, chorzy, pełni pogardy dla samych siebie ludzie.

Michael R. Fletcher stworzył świat brutalny, podły, pełen obrzydliwości. Mamy dość sugestywne sceny orgii w błocie, jedzenia ludzkiego mięsa, molestowania, pedofilii, czy sadomasochizmu. Trup ściele się gęsto, a autor nie szczędził nam nawet opisów defekacji. Ilość ohydztw jest tak duża, że nie sposób tego opisać. I przyznam się, że czasem skrzywiłam się z obrzydzeniem. Jednakże trzeba pamiętać jedno – tym światem rządzą osoby, które my zamykamy w zakładach psychiatrycznych. Ten świat musi taki być.

 

Język powieści.

Spotkałam się z opinią, jakoby wadą było niemieckie słownictwo zastosowane w książce, choć w oryginale była ona napisana po angielsku. Ja jestem obyta z tym językiem, nawet go lubię, więc to absolutnie mi nie przeszkadzało.

Przeszkadzało mi za to coś innego. Tutaj niedopuszczalne, jak dla mnie, było stosowanie wulgaryzmów i inwektyw w narracji. Możliwe, że to miało swój cel. Czytelnik zapewne miał całkowicie zagłębić się w brud odwiedzanego świata. Możliwe, że tak było, ale mnie to nie przekonuje.

„Nawet przez kakofonię walki dała się słyszeć rzężąca szarżą Bedeckta. Stary kozojebca brzmiał, jakby stał jedną nogą w Zaśmierci, ale nie sposób odmówić mu ducha walki.”

Na uwagę zasługuje czarny humor powieści. Możliwe, że on miał na celu rozładowanie atmosfery, aby człowiek do końca się nie zohydził, a możliwe, że autor lubi taki dowcip. Nie taki do popłakania się, ale parę razy parsknęłam śmiechem, parę razy kąciku ust poszybowały w górę. Na pewno obrzydliwość powieści była bardziej znośna.

Nie chcę się wypowiadać odnośnie do tłumaczenia, bo nie znam oryginału, ale ciekawi mnie jedna rzecz. Jedna z postaci nazwała prześmiewczo drugą „Skwarek”, choć ta nazywała się Zwieter. Te słowa nie brzmią podobnie i nie mają podobnych znaczeń. Nie do końca wiem, czemu ta postać tak powiedziała. To inwencja tłumacza? Oczywiście, nie nie uraża mnie przezywanie kogoś moim nazwiskiem, zdaję sobie sprawę, jak ono brzmi, ale właśnie dlatego ta sytuacja skupiła na sobie moją uwagę.

 

Książka była niepokojąco dobra.

Ja wiem, czytając powieść, widziałam, jaki ten świat jest brudny i zły. Że to, co robią bohaterowie, jest złe, niezależnie od ich motywacji, kompleksów, czy ciążącej nad nimi przeszłości. Że nie ma dla nich usprawiedliwienia. Ale czułam jakąś niezdrową fascynację przestawioną rzeczywistością. Pierwsza część „Świata Urojeń” wciągnęła mnie na długie godziny i zaskakująco dobrze się z nią bawiłam. Nie jestem pewna, czy to dobrze, czy źle.

Powieść nie jest dla każdego, to prawda, zapewne są osoby zbyt wrażliwe na to doświadczenie, także nie doradzę jej wszystkim. Większości nawet odradzę, choć ja czekam z niecierpliwością na drugą część.