Całkiem nie na temat.

Jak czytelnicy zauważyli na moim blogu panuje posucha. Posucha! Na pustyni jest więcej życia! Spowodowane jest to próbą przebrnięcia przez pewną książkę. Nie jest łatwe to i nie chodzi nawet o grubość pozycji (co to dla mnie 750 stron), ale… O tym później. Ponieważ nie mam zwyczaju czytać książek więc nic nie tworzę. Abym nie została całkiem zapomniana daję wam ten oto wpis :D.

Nie myślcie sobie, że siedzę cały dzień i wpatruję się w tomisko jak mój kot w odkurzacz. Ćwiczę, odchudzam się z dietetykiem (a przygotowywanie posiłków trwa) no i pracuję. Także dni mi mijają bardzo szybko i średnio mam czas.

Wielu z Was słyszało o książce „Zniszcz ten dziennik” Keri Smith. Nie byłam ciekawa na tyle aby zamawiać z księgarni, ale zainteresowania starczyło aby włożyć ją do koszyka, podobnie jak jej „siostrę” „To nie książka”. O ile pierwszą będę sobie powoli niszczyć, tak na drugą mam plan. Mam zamiar ją puścić w świat. Zrobię ze 3 zadania. Następnie wyślę ją do pewniej osoby. Do środka wkleję stronę z paroma słowami. Mam nadzieję tylko, że będę dostawać maile z dokumentacją wykonanych zadań, które umieszczę na blogu. Ciekawe jak daleko ona zajdzie 🙂

O czym jest pierwsza książka wiedzą wszyscy.

W trakcie tworzenia tworzenia tego dziennika ubrudzisz się. Twoje ubranie pokryje się farbą albo dziwnymi substancjami. Zamoczysz się. Będziesz proszony o zrobienie rzeczy, które będziesz poddawać w wątpliwość. Będziesz poddawać w wątpliwość. Będziesz ubolewać, że książka znajduje się w opłakanym stanie. Zmienisz destrukcję wokół siebie w kreację i zaczniesz żyć twórczo.

Czyli autorka twierdzi, że podczas zniszczenia tworzymy tą książkę. Ciekawa teoria. Coś w tym jest. Pozycja ta moze być swego rodzaju terapią, uwolnieniem w sobie wewnętrznego dziecka. Bo to nie jest tak, że dorośli nie lubią taplać się w farbie. Powoli zapominamy jak czerpać przyjemność z tego.

Za chwilę zaczniesz przygodę. Jesteś na tej stronie, ponieważ egzemplarz, który trzymasz w rękach wzbudził Twoją ciekawość. Możesz nie wiedzieć co to właściwie jest, ale o to właśnie chodzi. Aby był kompletny musisz wykonać wiele zadań

„To nie jest książka” to kolejna pozycja którą tworzymy sami. Jej już nie niszczymy, ukrywamy w niej sekrety, bawimy się w tajnego agenta, spisujemy przemijanie, eksperymentujemy… Jak poprzednia książka przypomina zajęcia malowania dłońmi tak tutaj widzę podchody, albo bieg z zadaniami, który to znam z harcerstwa.

Teraz zdradzę co to za zdjęcia z początku notki. Wracając ze sklepu zauważyłam książkę w krzaku. Ktoś ją wyrzucił. Jak podeszłam zrozumiałam dlaczego. Jestem wielką fanką filmowej adaptacji „Dzienników”, ale książki mnie mocno rozczarowały. Zresztą jak „Forrest Gump” Grooma

U was też taka pogoda „pod psem”?