Czerwone słońce. Przygód Magdy ciąg dalszy.

Żniwiarz. Czerwone Słońce.

Magda wraca po około roku od wydarzeń w ostatnim tomie na świat jako Żniwiarz. Pierwsze, co robi, to zabija zabójcę swojego ciała. Otóż nasza bohaterka obudziła się w ciele blond laluni (o tym później), która to została uwięziona i przywiązana do łóżka przez oprawcę. Ona sama nie potrafiła się uwolnić – nie była aż tak sprytna. Magda jest inteligentniejsza, także udało jej się nie tylko wydostać, ale i upozorować samobójstwo faceta. Teraz nasza bohaterka musi teraz wrócić do domu i zmierzyć się z Pierwszym.

 

 

Jak pisałam wcześniej, uwielbiam poprzednią trylogię Pauliny Hendel. To było moje pierwsze spotkanie z literaturą postapokaliptyczną i mam do niej lekki sentyment. Liczyłam, że z kolejnymi książkami autorki będzie tylko lepiej. Niestety pierwsza część absolutnie nie trafiła w mój gust. Pomyślałam – dobra, zupełnie inna książka, może potem będzie dobrze.

 

Nie, nie będzie.

Największym problemem, jaki mam z tą książką to brak fabuły. Nie ma żadnej sprawy, która by czytelnika obchodziła, żadnej intrygi, za którą można by było iść. Nie jest to książka, na której zakończenie się czeka. Bo tu nie ma na co. Cała historia składa się z paru scen przedstawiających walki Żniwiarzy ze stworami i tyle. W międzyczasie bohaterowie próbują zlokalizować kluczową dla nich postać i poradzić sobie ze swoimi traumami.

 

Bohaterowie…

No właśnie. W długiej części całkowicie stracili pazur. Ogromnie mnie oni irytowali. Raz brakiem charakteru i wspomnianego „pazura”, dwa – byli po prostu płascy, bez polotu, jednowymiarowi, kompletnie mi na żadnym nie zależało, nie obchodzili mnie. Nie będę się tutaj pastwić nad nimi za dużo, bo to nie ma sensu. Ale troszkę może…

Magda. Ja rozumiem. Nowe ciało, w którym została osobowość Oliwii, skrajnie różnej od głównej bohaterki, co jest poruszane co chwilę, sama nie wiem po co. Wiecie, bo Oliwia taka pusta, taka nierozgarnięta, przebiera w facetach, z nikim się nie liczy, taka wredna. Wiecie. Stereotypowa blondynka z filmów dla nastolatek. Ale dobra, niech będzie. Bardzo liczyłam na konflikt wewnętrzny, gdy te dwie osobowości będą się ścierać, gdy bohaterka będzie walczyć ze sobą o… siebie, swój charakter. A tu nic. Czasem emocje zmarłej przeszkadzały Magdzie w walce z nawimi, ale zasadniczo fajnie być wredną. Mam wrażenie, że w poprzedniej części u Feliksa było to lepiej napisane.

Nie do końca rozumiem, po co jest wątek siostry Oliwii. On nic nie wnosi, tylko miota się w poszukiwaniu prawdy o zaginionej (próbuje znaleźć jej ciało). Rozumiem, że ona jest w żałobie i stara się ukoić swój smutek, ale niestety tutaj jest kolejnym zapychaczem. Nie sądzę, aby w kolejnej części była ważna w jakikolwiek sposób.

 

Tajemnica zawodu Żniwiarza.

Z tego, co zdołałam się zorientować, Żniwiarze starają się żyć w ukryciu. Wąskie grono osób zdaje sobie sprawę, co oni potrafią i czym się zajmują. Zdaje się, że nikt w ich miasteczku nie wie (poza lekarzem) co się w tej rodzinie dzieje. A tutaj co? Nie widać, jakby starali się utrzymać jakąkolwiek tajemnicę. Mnóstwo osób się dowiaduje i nic. Na jaw wychodzi także informacja, że zdarza się, iż rodziny zmarłych znajdują żniwiarza w ciele krewnego. Jakim cudem nikt się nie zainteresował tym zjawiskiem? Nawet brukowce? W jakim świecie to się dzieje?

 

Książka nie jest do końca zła.

Czytało się ją dość lekko. Dla nastolatków i dla osób odpoczywających przy lekturze, język oraz styl pisania jest odpowiedni. Można przy niej się odprężyć. Problem pojawia się, gdy czytelnik powieść zaczyna analizować. Okazuje się, że tak naprawdę w książce nic się nie dzieje, bohaterowie ganiają za króliczkiem (czyli postacią, której szukają), biją upiory i dogryzają sobie wzajemnie… Ach i ten ognisty romans w tle. Nie, tak naprawdę nie był on ognisty. Jest nijaki.

Czytając tę książkę, nie miałam wrażenia, że czytam pełnoprawną część cyklu, ale wstęp do następnej. Jestem w stanie zaryzykować tezę, że gdyby wyciąć pewne wątki, postacie i ukrócić bezcelowe kręcenie się w kółko bohaterów, fabuły spokojnie starczyłoby na 2-3 rozdziały. Chcę przeczytać kolejną (ostatnią mam nadzieję) część, aby przekonać się, jak autorka zakończy tę serię, ale nie liczę już na dobrą lekturę.

Chciałabym tylko napisać, że moja opinia jest absolutnie niepodzielana przez większość czytelników, więc książki Wam absolutnie nie odradzam. Sami musicie się przekonać, czy ona jest dla Was.

 

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję portalowi Duże Ka oraz wydawnictwo Czwarta Strona.