Dwie one i jeden on.

Co myślicie, gdy słyszycie słowo „bigamia”? Jaki obraz się nasuwa na stwierdzenie „on i dwie kobiety”. Czytałam i słyszałam setki razy o mężczyznach skazanych za bigamię, mających podwójne życie, kłamiących i raniących. Nie trzeba szukać daleko, bo kto nie słyszał, lub nie przeżył zdrady? Historia, o której opowiada książka „Żony jednego męża”, jest zupełnie inna. Opowiada o nietypowej rodzinie. Czy można dzielić się mężczyzną z inną kobietą i być szczęśliwą?
Anna Fryczkowska. Urodziła się w roku 1968 w Warszawie. Studiowała filologię włoską i scenopisarstwo. Pisze scenariusze do seriali. Pracowała między innymi jako tłumaczka i dziennikarka. Jej twórczość była wielokrotnie nagradzana. Na przykład w zeszłym roku otrzymała Różę Gali za powieść „Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)”, o czym informuje nas okładka. Wg Wikipedii obecnie mieszka na Żoliborzu, gdzie umieściła akcję książki, którą opisuję.

Na początku widzimy Dobrochnę. Nie wiemy do końca, kim ona jest, ale widzimy coś, co można określić jako depresję. Kobieta spędza większość czasu w łóżku, nie wychodzi z domu, obserwuje świat przez okno. Co doprowadziło do takiego stanu? Co się stało wcześniej?

Ogarnijmy tę rodzinkę. Na początku Wojtek poznał Anitę. Przypadkiem, niemal od razu ich relacja przerodziła się w związek. Mężczyzna umiał słuchać i się troszczyć. Kobieta, mimo że była samodzielna i pozornie twarda, doceniała siłę męskiego, wspierającego ramienia. Jednakże nigdy nie chciała bawić się w ślub, dzieci i prowadzenie domu. Gdy zaszła w ciążę Wojtek postanowił zatrudnić pomoc domową, głównie z troski o swoją kobietę. Ta dość szybko się zakochała w pracodawcy (ze wzajemnością).

Ja wiem, co myślicie. Ja też tak pomyślałam. Pan domu powiedział, że ma dwie kobiety i będzie z nimi sypiał. O nie. Renata jest zbyt religijna, za seksem nie przepada, ale kocha królować w kuchni i zajmować się dziećmi. To kobiety sobie ustaliły taki układ. Jedna zarabia pieniądze i uprawia z Wojtkiem seks, druga chce jedynie męskiego wsparcia i normalnego domu. Żadna z nich nie chce zajmować się wszystkim tym, co żona „powinna”.

Dwie kolejne osoby, to jest Janpaweł oraz Dobrusia. Po dziecku na kobietę. Dla nich ten stan rzeczy jest normalny. Wiedzą jedynie, że posiadanie dwóch matek jest tajemnicą. Dziewczynka jest młodsza, choć to ona rządzi wśród rodzeństwa. Lubię postacie w powieści. Są one wyraźnie zarysowane, barwne i różnorodne. Narrator zagląda do głowy każdego z bohaterów, prezentuje nam ich pragnienia, lęki, złe doświadczenia z przeszłości, uprzedzenia i wątpliwości. Chciałabym, aby każdy autor (autorka) powieści tworzył(a) swoje postacie w ten sposób.

Czy to jest normalna rodzina? Mąż i dwie żony? Czy to może przejść w Polsce? Temat jest dość drażliwy i rzadko poruszany. W Polsce nie mamy jeszcze wyrobionej wrażliwości, aby rozmawiać na takie tematy. O ile samotna kobieta, czy para homoseksualna już tak nie drażnią, tak związki bigamiczne nie są akceptowalne. W tej książce nie była przedstawiona inna rzeczywistość. Tutaj dość mocno „oberwało się” całej rodzinie.

W miarę z upływem stron zaczynałam rozumieć pobudki bohaterów. I nie, nie było tak, że facet miał dwie laski w łóżku i było fajnie. Wcale nie. Dla niego to była spora odpowiedzialność. Nie dość, że musiał zadowolić obie żony, pogodzić pracę z domem, to jeszcze utrzymać to wszystko w tajemnicy. Jak czytałam historię obu bohaterek, to zastanawiałam się, czy nie byłoby kobiet (albo i mężczyzn), którzy byliby skłonni dzielić się małżonkiem z kimś innym. Bo nie są w stanie ofiarować czegoś, czego potrzebuje druga osoba do szczęścia.

Tutaj jest tylko jeden problem: opinia publiczna. Dlatego rodzina nie może pójść na spacer całą rodziną, dlatego Anita chowa się do domu, jak matka Renaty przyjeżdża. Dlatego trzymają swój układ w tajemnicy. Kobiety w takiej rodzinie są szczęśliwe. Otrzymują od siebie wsparcie, dzielą się obowiązkami, każda robi to, co lubi. Czasem miałam wrażenie, że dla kobiet ważniejsze są one same, niż ich partner.

Książkę czyta się szybko. Mimo przeskoków w czasie (a tutaj co chwile znajdujemy się w innej przestrzeni czasowej), nie miałam żadnego problemu ze zrozumieniem, co się dzieje. Co więcej, obietnica z okładki, jakoby tak książka wciągała niczym kryminał, całkowicie się spełnia. Powieść połknęłam w parę godzin. I tak w piecu gasło, makaron się rozgotował, a ja nie mogłam się oderwać. Polecam.

Za egzemplarz książki dziękuję portalowi DużeKa, oraz wydawnictwu Burda.