Gdańskie Targi Książki – czerwona kartka!

 

W tym roku w Filharmonii Bałtyckiej po raz pierwszy zostały zorganizowane Gdańskie Targi Książki. I ponieważ jestem specjalistką w tej dziedzinie, w końcu byłam dwukrotnie na Stadionie Narodowym w Warszawie, postanowiłam wypowiedzieć się w paru słowach o moich odczuciach.

 

 

Co było na plus?

 

 

Gdańskie Targi Książki oferowały mnóstwo atrakcji, w tym warsztaty dla dzieci. Dla mnie nie było zbyt wiele interesujących spotkań (prócz tego z Agatą Przybyłek, na którym być nie mogłam) i tylko jedno wydarzenie wzbudziło moje zainteresowanie, ale uważam, że dla sporej liczby osób wiele atrakcji było ciekawych.

 

 

Stoisk książkowych było naprawdę dużo: religijne, akademickie, popularnonaukowe… Każdy znalazł coś dla siebie. Łowcy okazji na pewno byli zachwyceni książkami po nawet 10 zł, rabatami sięgającymi 30% oraz promocją trzy książki za cenę dwóch. Niestety zabrakło mi stanowisk antykwariatów, czy outletów książkowych. Niestety nie było dla nich miejsca.

Na plus należy zaliczyć także stanowisko wymiany książek oraz kawiarnię.

 

 

 

Niestety pochwalić organizatorów nie mogę.

Głównym problemem była naprawdę mała przestrzeń. Targi książki zostały zorganizowane w korytarzach, czasem przejścia były tak małe, że dwie osoby miały problem z minięciem się. Ale nie przeszkadzały one osobom na wózkach inwalidzkich – teren targów jest niedostępny dla nich oraz trudno dostępny dla osób poruszających się o kulach, niewidomych, niedowidzących, starszych, słabszych, rodziców z małymi dziećmi i tak dalej.

 

 

Problemem były wszechobecne schody. Na każdym poziomie znajdowały się nawet dwa stoiska i do następnych prowadziły, chociaż cztery schodki. Wind ani innych udogodnień nie było wcale. Chociaż, jak wspomniałam, osoba na wózku inwalidzkim i tak w wielu miejscach nie dałaby rady przejechać swoim wehikułem.

 

Targi do poprawki.

Wiele osób pewnie nie zwróciło uwagi na niedogodności, ale wieloletnia przyjaźń z Ireną spowodowała, że nawet idąc na spacer, zwracam uwagę na dostępność ścieżki dla osób zmotoryzowanych. A czytanie nie jest tylko dla zdrowych i sprawnych. Czytają wszyscy i wszyscy powinni mieć dostęp do wydarzeń kulturalnych.

 

 

Oczywiście z tym, że jestem specjalistką, żartowałam, ale wystarczy się rozejrzeć po Warszawskich Targach Książki, ile wózków jest pchanych siłą rąk opiekunów (którzy potem padają z nóg), czy prądem, ile osób przychodzi z całymi rodzinami, ile starszych osób spaceruje sobie między stoiskami. Nie wierzę, że w całym Gdańsku, czy nawet Trójmieście nie ma odpowiedniejszego miejsca niż korytarze i schody filharmonii. Musi istnieć dostępny budynek, który nie wykluczałoby nikogo.