Grillbar Galaktyka – miłość do kuchni w kosmosie.

Grillbar Galaktyka.

„Bo prawdziwa restauracja to coś w stylu żarłocznego, wymagającego bóstwa.
Które potrzebuje ofiar. Uwielbienia, rytuałów, blichtru i cudów. Wiernych i kapłanów. Was, gości oraz nas, kucharzy.
Restauracja jest zaborcza, zazdrosna, mściwa, pamiętliwa i nieugięta.”

Standard. Poszłam do biblioteki i poprosiłam od „jakieś SF z jajem”. Nawet trzy jaja na okładce książki „Grillbar Galaktyka” są. Poznałam więc Hermosa Madrida Ivena, który po paru nieszczęśliwych przypadkach zmuszony był uciekać przed śmiercią. Podczas tej podróży spotka najdziwniejsze stwory, wielokrotnie się otrze o śmierć i znajdzie przyjaźń.

Narzekacie na kolejne regulacje Unii Europejskiej? Podśmiewacie się ze ślimaków – ryb, czy marchwi – owoców? No to jeszcze nie wiecie, co można wymyślić. I choć wiele pomysłów mnie dziwiło, nie powiem, mnie ucieszyłby zakaz jedzenia mięsa, poza tym z próbówki.

 

Fascynujący wszechświat.

Ciekawiej jednak się robi, gdy to mięso kroją spore warzywa, wszechświat chce opanować mafia grzybów, statek pilotuje romantyczna postać wyciągnięta z mangi, restauracje kontroluje kryształ brzydzący się jedzeniem, a głównemu bohaterowi towarzyszy kotka w słodkiej sukieneczce. Autorce wyobraźni odmówić stanowczo nie można. Postacie są tak różnorodne, barwne, oryginalne i przy okazji dobrze nakreślone, że dla samych nich warto się z pozycją zapoznać.

„Pokój, w którym nocuję, składa się w sumie z ogromnego łoża, który umie robić różne, zupełnie zaskakujące rzeczy. Unosi się, faluje, masuje, wybrzusza, składa samoczynnie, usuwa rozlane płyny wszelkiego rodzaju, niespodziewanie zalewa śpiącego słodkim kremem, obrzuca konfetti lub płatkami kwiatów, upija przemyślnymi drinkami, wyświetla wesołe, choć niezbyt przyzwoite holo, opowiada sprośne dowcipy i erotyczne historyjki. Wszystko to mogłoby być nawet miłe, gdybym umiał je obsługiwać. A tak włączało się bez przerwy, przez całą noc, racząc mnie coraz nowymi atrakcjami.
Musicie przyznać, że facetowi, który właśnie stracił sens całego życia, jest zrujnowany, ścigany i podejrzany o zabójstwo, po jakimś czasie umizgi nachalnego łóżka mogą wydawać się ździebko uciążliwe.”

Na uwagę zasługują także „lokacje”. Autorka i tutaj się popisała. Bohater podróżuje między planetami, które są różnorodne, czasem przypominają ziemiańskie miejsca, innym razem są wytworem wyobraźni. Przedstawione są niezwykle plastyczne, tak, że bez problemu potrafiłam się wtopić w świat, a raczej wszechświat, przedstawiony.

 

Jestem usatysfakcjonowana lekturą.

Książka jest ciekawym połączeniem świetnego, nienachalnego i całkiem inteligentnego dowcipu, mieszanki światowej popkultury oraz komentarza w sprawach społecznych, ekonomicznych i politycznych. Czytając tę pozycję, miałam wrażenie, że stykam się ze znanymi mi motywami, nierzadko przemielonymi przez kulturę współczesną, jednak przedstawione one są w niezwykły, inny, oryginalny sposób. Gorąco polecam. Nudzić się nie będziecie!

„Chlipaczki to brzydkie, żałosne, niegroźne, lecz bardzo smaczne stworzenia. Te w chłodni z mięsem wyglądają jak ich kuzyni, stworzeni przez dziesięciolatka, opętanego krwawą wizją mordu. To chlipaczkołaki. Chlipaczki mściciele. Chlipaczki – toksyczne dinozaury. Chlipaczki – zmutowane komando zombi.”

  • Agnieszka Kaniuk

    Brzmi naprawdę intrygująco, ale chyba nie dałabym rady:)