G’rls room. Feminizm, literatura i komiks okresowy.

G’rls Room numer 5. Rzecz będzie o miesiączce.

Prasa kobieca to ciężki temat. Miałam parę podejść. Szukałam pisemka do poczytania w autobusie, czegoś do śniadania, czegoś lekkiego. Jednak jest problem. I już pomijam promowanie nierealnych, krzywdzących i fałszywych ideałów piękna przy użyciu ton Photoshopa. Głównym moim zarzutem jest cała masa reklam, artykułów sponsorowanych, zdjęć na pół strony, idiotycznych psychotestów oraz dużo naprawdę naiwnej i głupiej treści.

 

 

Ale jest nadzieja dla kobiecych umysłów. Grupa kobiet, założycielek internetowego magazynu „enter the ROOM” zauważyły, że brakuje w polskich mediach czegoś poświęconego kobiecie, jej sprawach, seksualności i fizyczności. Bez ton plastiku, kompleksów i reklam. Zbiórka na polakpotrafi.pl pokazała, że kobiety chcą takich treści. Efekt tej pracy niedawno przeczytałam.

 

I jestem zachwycona.

Rzetelnością treści, dojrzałością, estetyką. W każdym numerze jest poruszany jakiś temat, który przewodzi w artykułach. W tym miesięcy mamy miesiączkę, także numer jest utrzymany w czerwonej kolorystyce (nie, okres nie jest niebieski). Część kobiet, w tym mnie, irytuje fakt, że miesiączka jest traktowana jako coś wstydliwego, brudnego, o czym się mówi szeptem, jeśli w ogóle. I o ile w rejonach biedniejszych, bez dostępu do porządnej edukacji można zrozumieć strach przed krwawieniem kobiet, tak w krajach rozwiniętych jest to niedopuszczalne.

W tym numerze przeczytamy między innymi o seksie podczas okresu, dostępu do środków higieny osobistej w krajach biedniejszych, o kubeczku menstruacyjnym, postrzeganiu okresu w Japonii, PMS-ie, czy wolnym krwawieniu (free bleeding). Ciekawym punktem jest komiks okresowy w wykonaniu Very King. Opowiada on jeden dzień z życia kobiety. W pierwszy dzień okresu. Wprawdzie stylistyka nie do końca mi odpowiada, ale uważam, że wykonanie jest na tyle ciekawe i oryginalne, że warto poczytać.

Oprócz tematów związanych z comiesięcznym krwawieniem na uwagę i docenienie zasługuje dość długi artykuł o pisarkach. Aleksandra Nowak rozmawia z aktorkami z grupy TERAZ POLIŻ o niedocenionych dramatopisarkach. Dziewczyny przeczytały sto tekstów i wybrały sześć, z których stworzyły słuchowiska i przedstawienie. Coś w tym jest, że skupiamy się, chociażby w szkole, na tekstach pisanych przez mężczyzn, przedstawiających męski punkt widzenia na wojnę, bohaterstwo, tęsknotę i poświęcenie, a kobiece myśli i pragnienia zostały ukryte i zapomniane.

W numerze można także poczytać o hostessach, endometriozie, edukacji seksualnej, formach protestów, czy fetyszach.

 

Oprawa graficzna.

O komiksie już pisałam, ciekawy pomysł, choć styl nie do końca trafiła w mój gust. Pora spojrzeć na resztę pozycji. Pierwsze, na co zwrócę uwagę, to zdjęcia. Kobietom na nich daleko do wykreowanego przez media ideału piękna. Nie mówię, że są brzydkie, co to to nie. Po prostu są naturalne, przedstawione w sposób, który skupia się na nich. Nie prezentuje ich jako towar, który trzeba sprzedać, albo, co gorsze, jako manekin.

Nie wszystkie grafiki są w moim guście, choć muszę przyznać, że są dość estetyczne, z pomysłem, wyróżniają się, są oryginalne, jednocześnie razem tworzą spójną całość. Nawet reklamy wpasowują się w stylistykę magazynu G’rls Room. A to może przejdźmy do nich. Jest ich łącznie trzy, plus dwa artykuły sponsorowane. Jedna reklama i jeden artykuł dotyczą sponsora tego numeru – producenta kubeczka menstruacyjnego Selena Cup (podpowiem, że można kupić je w Rossmanie).

 

Naprawdę polecam.

W końcu przeczytałam cały numer czasopisma. Nikt nie próbuje traktować czytelniczki jak idiotki, która łyknie wszystko. Nikt nie wciska mi tony reklam, za które jeszcze muszę płacić. Nikt nie mówi mi, co mam jeść, jak żyć, co zrobić, aby mieć super tyłek, jak wyglądać, aby podobać się mężczyznom. W końcu mam magazyn, który traktuje mnie jak pełnowartościową osobę, której nie definiuje to, jak się ubieram, czy i jak się maluje, czy mam mężczyznę, czy w ogóle jestem heteronormatywna.

Może i za dużo zachwytów, może i inne osoby znajdą wiele wad, może i nie każdej G’rls Room przypadnie do gustu, ale ja jestem oczarowana tym i każdym poprzednim numerem. A cena jego jest niewielka – 9 zł.

Zdjęcie podpaski w kolażu.