Kobiety z Ravensbrück. Relacja z piekła.

Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet.

Wczoraj przeczytałam ciekawą informację. Włoski klub Lazio postanowił walczyć z nazizmem historią. Co roku ma być organizowany dla 200 osób wyjazd do Oświęcimia dla młodych kibiców. Co więcej, przed meczami były czytane fragmenty „Pamiętników Anne Frank”, a ofiary holokaustu miały zostać uczczone minutą ciszy. Sami zawodnicy wystąpili w koszulkach z podobizną upamiętniające tragedię tego dziecka. Piłkarze chcą uczyć dzieci w szkołach szacunku.

Ja mam pytanie. Dlaczego takie działania są w ogóle potrzebne? Wciąż żyją osoby, które pamiętają piekło obozów koncentracyjnych. Są muzea poświęcone tragediom milionów ludzkich istnień. W końcu powstają filmy i książki poświęcone tej tematyce. Czyżby obecne pokolenie nie potrafiło uczyć się na historii? Nie chcą oni słyszeć głosów przeszłości, czy to nie potrafią się w nie wsłuchać?

 

Sarah Helm.

Autorka na pomysł napisania tej książki wpadła przypadkiem, podczas zbierania materiałów do biografii Very Atkins. Była ona agentką tajnej brytyjskiej organizacji SOE. Vera po wojnie starała się ustalić, co się stało z innymi agentkami tejże organizacji i odkryła, że wiele z nich osadzono w obozach koncentracyjnych. Także w Ravensbrück. Sarah dotarła do jej dokumentów i tak po raz pierwszy przeczytała o obozie. Zaczęła więc zbierać materiały do książki, którą mam przed sobą.

Jestem ciekawa, dlaczego wcześniej o nim nie słyszałam.

Trzeba przyznać, że autorka wykonała niewyobrażalnie ciężką pracę. Książka ma około 900 stron i jest dość spora. Sama bibliografia zajmuje dziesięć stron, a skorowidz nazwisk aż 13! Autorka musiała rozmawiać z ogromną liczbą osób i odwiedzić sporo miejsc. Już nie mówię o przeczytanych publikacjach, listach, pamiętnikach czy zapisach zeznań świadków. To musiały być miesiące żmudnej pracy. Jestem pełna podziwu dla wysiłku włożonego w to dzieło. Tutaj należy zaznaczyć, że dokumenty obozu zostały w większości spalone, jeśli nie wszystkie, więc autorka zmuszona była jeździć po świecie.

„Teraz zrozumiałam, czym powinna być książka: biografią Ravensbrück, która zaczyna się na początku i kończy na końcu, składającą rozbitą historię w całość, najlepiej jak będę potrafiła. Książką, która rzuci światło na nazistowskie zbrodnie na kobietach i pokaże równocześnie, jak zrozumienie tego, co wydarzyło się w obozie dla kobiet, rozszerza wiedzę o historii nazistów.”

Moim zdaniem właśnie tym książka jest. Autorka dość często oddaje głos ofiarom i, choć większość treść stanowi kronikarski zapis, to głos samych kobiet jest najważniejszy. Przez otwarty przez Himmlera obóz przewijały się przedstawicielki wszystkich grup społecznych i narodowości: prostytutki i arystokratki, żołnierki i gospodynie domowe, badaczki pisma świętego i socjalistki, zdrowe kobiety w kwiecie wieku i chore psychicznie, Amerykanki, Żydówki, Angielki, Włoszki, Francuzki, Niemki, Polki, Rosjanki…

 

Więźniarki.

Lecz za drutem wszystkie były takie same: łyse, chude, chore i głodne. Oczywiście wiele z nich potrafiło „się ustawić”, wywalczyć odrobinę lepsze życie, często kosztem innych. Niektóre zaś umarły bezimiennie i nikt nie pozna ich losów. Choć większość przeżyła to samo, to każda opowieść jest inna. I każdą opowieść warto poznać.


Czytelnik zderza się z okrutną, niezrozumiałą dla człowieka współczesnego obozową rzeczywistością. Głód, okrucieństwo, ból, choroby, strach, niepewność, eksperymenty medyczne, śmierć, niezrozumiała nienawiść – to wszystko, z czym te kobiety wiele tygodni, miesięcy i lat się zmagały. Ale to nie jest tylko książka o cierpieniu. Ta pozycja opowiada o niezwykłej odwadze, dumie i ogromnej nadziei. Sarah opowiada historię kobiet, które potrafiły znaleźć w sobie człowieczeństwo, czasem nawet dowcip i optymizm w miejscu, które obdzierało je ze wszystkiego, co ludzkie.

 

Lekcja.

Przede wszystkim ta książka powinna być lekcją dla współczesnego pokolenia. Ale nie jest. Z tak bogatą historią i doświadczeniami związanymi z II Wojną Światową, wiele ludzi nie widzi nic niestosownego w szowinizmie. Komentarze typu „uchodźcy do gazu”, „śmierć wrogom narodu” (czyli każdemu, kto nie jest białym Polakiem katolikiem), czy „Żydzi do obozów” już nie dziwią i nie szokują.

A może powinny? Może w szkole za mało poświęcamy czasu na prawdziwą historię Polski? Może zamiast niepotrzebnych dat bitew przedstawiajmy opowieści ludzi, dla których wojna była czymś więcej niż datą i mapkami w podręczniku? Pokażmy, czym wojna jest naprawdę… Może śladem włoskiego klubu piłkarskiego należy skrajnych nacjonalistów karać lekcjami historii? Sarah Helm udziela właśnie jednej. Posłuchaj.

 

Wydanie.

„Kobiety z Ravensbrück” czytałam około pół roku. Nie żartuję. Tyle właśnie zajęła mi lektura tej cegły. Jak wspomniałam, jest dość spora i niemożliwym jest czytać ją w podróży. Uważam, że lepszym sposobem byłoby wydać ją w trzech częściach, ponieważ to wydanie jest zwyczajnie niewygodnie. Drugą przyczyną był ogrom śmierci i cierpienia na każdej kartce. Musiałam sobie robić przerwy, bo nie byłam w stanie przyjąć tego wszystkiego „na raz”. Mimo to gorąco polecam. To historia, którą trzeba znać.

Za książkę dziękuję portalowi Duże Ka, oraz wydawnictwu Prószyński i S-ka.