Listy do M. 3 – a jednak mam świąteczny wpis!

Medytacje nad filmem #4. Listy do M. 3

Nie jestem zwolenniczką komedii romantycznych. Mam oczywiście parę ulubionych jak „To właśnie miłość”, „Dziennik Bridget Jones”, czy „Narzeczony mimo woli”, które to nie są może filmami ambitnymi, ale skutecznie potrafią poprawić nastrój i odprężyć. Nie mogę sobie przypomnieć żadnej polskiej przedstawicielki tego gatunku, która by mi przypadła do gustu. Seria „Listy do M.” absolutnie nie jest wyjątkiem. Więc dlaczego poszłam na „Listy do M. 3”?

 

 

W związku z kupieniem karty Cinema City Unlimited na blogu pojawił się cykl Medytacje nad filmem. Proszę nie traktować tych wpisów jako pełnoprawnych recenzji. Dotychczas raczej niechętnie podchodziłam do filmów. Sięgałam po nie dla rozrywki, a nie dla jakichś wartości. Skoro już ustaliliśmy, że specem nie jestem, a ten wpis to zbiór luźnych przemyśleń, to wróćmy do wrażeń z filmu.

Otóż mam pewnego znajomego, który wziął sobie za punkt honoru obejrzeć jak najwięcej filmów w kinie. I zaciągnął mnie na to nieszczęście. Widziałam część pierwszą i drugą i o ile jedynka była do przełknięcia, tak dwójka absolutnie nie. Jak jest tutaj?

 

Na pewno nie tragicznie, choć dobrze też nie.

Co było u mnie na plus? Może od tego zacznę. Oczywiście widoki i choć ani Warszawa nie wygląda w ten sposób, ani nie mamy tak białych Świąt Bożego Narodzenia, to mimo wszystko ładnie oglądało mi się ten wyidealizowany obrazek pełen prezentów u każdego statysty, miliona bombek i lampek. Świąteczne filmy i książki są troszkę cukierkowe i to mi nigdy nie przeszkadzało.

Moim ulubionym wątkiem była historia Kariny i Szczepana. Urocza opowieść o małżeństwie, które stara się znów się do siebie dopasować i uporać się ze starzeniem. Karina ma większy problem z tą ostatnią kwestią. Mąż jej „zdziadział”, przestał być spontaniczny, utonął w pieluchach wnuka… A ona by chciała jeszcze poszaleć, poczuć, że żyje, że jest młoda i piękna. Jakoś ta historia mnie ujęła.

 

 

I tylko ta.

Wątek Melchiora i jego syna jest zwyczajnie idiotyczny. Otóż postać grana przez Karolaka, miała ojca (jak to każdy ma). Ojciec ów porzucił rodzinę, gdy ten był mały, przez co bohater ma ogromny żal. Jego syn Kazik sobie wymyślił, że w Wigilię muszą być wszyscy razem, więc dziadka nie może zabraknąć. Z jakiegoś dokumentu wziął adres mężczyzny i namówił ojca, aby pojechali. Co robi bohater? Olewa pracę, do której się spóźnił właściwie, wsiadł w samochód i pojechał na poszukiwania. Bo tak robią dorośli, dojrzali ludzie.

Wspomnieć tu należy, że podczas tej wyprawy dwa razy zgubił dziecko. A potem było jeszcze gorzej.

 

SPOJLER.

Nie mam pretensji, że sobie wszyscy wybaczyli. Jest to film o Gwiazdce, ale o tym, jak to zostało rozegnane. Kij z tym, że ojciec pisał do matki swojego dziecka wyłącznie o kasę. Co z tego, że nie brał udziału w wychowywaniu dziecka i nie zapewniał wsparcia finansowego. Ale wiecie, w tym listach znalazło się zdanie, dla syna! Co urodziny chłopiec dostawał podkładkę od piwa, a na osiemnastkę? Proszę się trzymać siedzeń! Zapałki (lub zapalniczkę) z gołą kobietą 3D! Ojciec roku! Dekady! Stulecia! Mamy gdzieś medal?

KONIEC SPOJLERA

 

 

Z innymi wątkami nie jest lepiej. Wyobraźcie sobie, że obcy mężczyzna (lub kobieta) dzwoni do Waszej pracy (szczególnie jeśli to jest radio) i wyznaje Wam miłość. Romantyczne? Jak dla mnie dziwne. Chociaż to nie jest tak niewiarygodne i sztuczne jak historia Zuzi i Rafała. No takich drewnianych dialogów, to ja jeszcze nie słyszałam dawno. Miało być tak niby niezręcznie, niby nieśmiało, a wyszło zwyczajnie głupio. Gdy para czuje pierwsze motylki w brzuchu, okazuje się, że ona ma partnera, który ją zdradza, co oczywiście miało być usprawiedliwieniem… Właśnie czego? Poza paroma spojrzeniami nie ma tam nic. Sam wątek kochanki jest tak potrzebny, jak rower rybie.

A co powiecie na wdowca, który rozpacza jeszcze po śmierci żony, a jakaś gówniara wchodzi mu do biura, kradnie laptop i szantażuje go? Otóż Wojciech ma gosposię. Ona przyjechała przygotowywać kolację Wigilijną ze swoją córką. Ponieważ nie umiała jej upilnować, dziewczynka wchodzi do jedynego pomieszczenia, do którego jej pracodawca zabronił wchodzić komukolwiek i kradnie wspomniany laptop. Oczywiście Wojciech zwalnia Agatę (zanim się zorientował, że laptop zniknął, o czym matka nie miała pojęcia).

Dziewczynka go później szantażuje, że jeśli prace jej matki nie zostaną gdzieś wystawione (pogięte, wyciągnięte z kosza i pozbierane z podłogi), to zniszczy laptop. Bo jej matka ma depresję i znów będzie jej smutno. Facet, zamiast wezwać policję i ukrócić szantaż, to lata za Dusią i robi z siebie kretyna. Zgadnijcie, kto w filmie przedstawiony jest jako ten zły?

 

Nie pójdę na następną część.

Choć jeden wątek mnie się podobał, czasem nawet bawił, tak resztę seansu wynudziłam i wyirytowałam się okrutnie. Czy polecam ten film? Nie do końca. Na pewno znajdą się osoby, którym się spodoba. Ale nie jest on dla mnie.

 

Źródła:
1. Pierwsza grafika. 
2. Marcin Makowski/TVN/Kino Świat
3. Ostatnie zdjęcie.