Moje wrażenia przed premierą „Grzesznika”.

Każdy, kto śledzi moje poczynania w sieci, wie, że byłam oczarowana debiutem Artura Urbanowicza. Oczywiście najbardziej tym, że autor umieścił mało znane, polskie legendy w powieści. Lubię, gdy pisarze sięgają po ciekawe, mniej eksploatowane, a nawet nieznane motywy związane z naszym krajem. I cieszę się, że takich książek jest coraz więcej. Kto czytał moją opinię dotyczącą Gałęzistego, wie też, że byłam rozczarowana słabą promocją owej książki. Gdyby nie autor, ominąłby mnie jeden z lepszych debiutów. Teraz jestem po lekturze kolejnej powieści autora. Jak moje wrażenia?Poznajemy Marka. Jest królem Suwałk. W jego rękach są narkotyki, prostytutki, bar, wierni ludzie. Jego banda pobiera haracze „za opiekę”, kochanka (a raczej jego własność) jest gotowa na każdy rozkaz, ma piękną żonę, dzieci, przyjaciół, pieniądze, wpływy… Słowem ma wszystko, o czym może marzyć mężczyzna. Nie przejmuje się też pogłoskami, jakoby dawny szef mafii miał wrócić. To, że ma plany przejęcia miasta, także początkowo nie wzruszyły głównego bohatera. A powinny. Zbytnia pewność siebie może zgubić…

Jak w poprzedniej powieści, tutaj akcja rozkręca się długo. Ale absolutnie nie odczułam jakichś niedogodności z tym związanych. Autor raczy nas ogromną dawką dowcipu, interesującymi postaciami i ciekawymi dialogami. Bardzo podoba mi się zabieg powolnego wprowadzania czytelnika w świat horroru. Na początku mamy opowieść o bezwzględnym, pozbawionym skrupułów gangsterze. Po jakimś czasie autor dodaje paranormalne smaczki, troszkę niepokoju, ale nic, po czym nie dałoby się spać. Tutaj jakiś cień, który po zapaleniu światła znika, tutaj kamień wlatuje przez okno, jakiś odgłos niepokoi głównego bohatera. Wraz z przewracanymi kartkami humor zanika, a protagonista powoli zostaje wciągany w przerażający świat obłędu.

Podczas lektury obserwujemy człowieka, który traci wszystko, nawet zmysły. Długo nie może pogodzić się z faktem, że dzieje się z nim coś niedobrego, nie przyjmuje do wiadomości, że razem z pieniędzmi, stracił pozycje i szacunek… ale nieuchronnie spada w otchłań rozpaczy i szaleństwa. Rozpaczliwie próbuje wydostać się na powierzchnie, odzyskać swoje życie, ale każdy ruch, niczym w ruchomych piaskach, powoduje, że zagłębia się jeszcze bardziej.

Do pewnego momentu jest to powieść gangsterska, od pewnego momentu jest to horror, ale historia nie stroni od moralizatorstwa. Do czego prowadzi egoizm? Jakie mogą być następstwa pędu za pieniędzmi i władzą?

 

Tutaj znowu nie można ufać w to, co czytamy. Oczywiście nie zdradzę, co mam na myśli, ale podpowiem, że autorowi wierzyć nie można. Zwyczajnie wpuszcza czytelnika w maliny. Gdy człowiekowi wydaje się, że wie, o co w tym chodzi, okazuje się, iż jest w błędzie. I oczywiście ostatnia scena, w której ma się wątpliwość co do zakończenia. Lubię takie książki: nieprzewidywalne, zaskakujące, działające na wyobraźnię. Jestem zadowolona z lektury. Liczę, że z twórczością autora będzie mi dane zapoznać się jeszcze nie raz. I mam nadzieję, że ta książka będzie miała lepszą promocję. Ta i każda następna. Twórczość Artura Urbanowicza zasługuje na uwagę.

Premiera „Gałęzistego” jest planowana na 7.08.2017. Po więcej szczegółów zapraszam na tę stronę.

Za przyjemność płynącą z lektury dziękuję autorowi.

1. Czytam fantastykę