Nie jestem feministką bo nie wiem, czym jest feminizm.

Nie wiem, czym jest feminizm więc się wypowiem odsłona pierwsza: nie jestem feministką.

Jak mogły zauważyć te trzy osoby śledzącego mojego bloga, jestem feministką. I ten blog po części też taki się staje. To jest mój kawałek miejsca w sieci, który odzwierciedla to, co aktualnie mam w głowie. Ostatnio często widzę posty traktujące o feminizmie. Internet podzielił się na tych, którzy coś tam wiedzą o feminizmie i o nim piszą, tych, co nie wiedzą nic, więc czują potrzebę podzielenia się swoją niewiedzą oraz tych, których temat nie interesuje.

 

 

Celowo nie dzielę internetu na feministów i antyfeministów, ponieważ nie przeszkadzają mi osoby o odmiennych poglądach, jeśli tylko wiedzą, o czym mówią. Co jakiś czas będą pojawiać się tutaj wpisy, prostujące bzdury, które co jakiś czas się pojawiają.

 

Otwieram cykl: nie wiem, czym jest feminizm, więc się wypowiem. W zamyśle nie ma on być śmieszny!

Dla potrzeb materiału będę pisać o feministkach i antyfeministkach, jednak to, co mówię, dotyczy wszystkich płci.

Dziś pod lupą znajduje się materiał prawicowego portalu Idź pod prąd pod tytułem Dlaczego nie jestem feministką cz. 1. Zapraszam.

 

1. Bo feminizm jest głupi, Jest przeciwko rozumowi, a ja sobie rozum bardzo cenię.

Bo ja uważam, że poglądy, z którymi się nie zgadzam, są głupie. Widać, że argumentacja na wysokim poziomie. Idźmy dalej.

 

2. Nie muszę brać sztandaru do ręki i chodzi na manifestacje, aby czuć się wolną kobietą.

Nikt nie musi. Na tym polega właśnie wolność. Na prawie do wyrażania poglądów. Nie obowiązku.

 

3. Ponieważ feminizm jest niekobiecy.

Co to w ogóle za argument? Nie lubię określania czegoś jako „kobiece” i „niekobiece”. Każda kobieta jest kobietą, bo się nią czuje, nie dlatego, że się zachowuje, lub wygląda w sposób, który ktoś uznał za kobiecy. Co to oznacza w ogóle „kobiecy”? Kto to ustala?

 

4. Bo czuję się wspaniale, prosząc mojego męża o to, żeby mi w czymś pomógł, o to, że zawsze mogę na niego liczyć.

Dlaczego feminizm się ma z tym wykluczać? Tak działają relacje międzyludzkie. Ludzie pomagają sobie i są dla siebie oparciem. Poproszenie osoby silniejszej o otwarcie słoika, czy pomoc z ciężkimi zakupami, wcale nie jest „niefeministyczne”. W mojej rodzinie jest trzech dużych facetów i dwie malutkie kobiety. To jest oczywiste, że prace wymagające siły i wzrostu robili bracia i ojciec, ale i ja nie miałam problemu z porąbianiem drewna i wożeniem węgla taczką.

 

5. Lubię na przykład, kiedy mężczyzna okazuje mi szacunek, kiedy przepuszcza mnie w drzwiach, kiedy mogę się przy nim czuć bezpieczna.

Szacunek do kobiet nie przejawia się wyłącznie w otwarciu drzwi i spraniu kolesia, który Cię atakuje. To także prawo do bycia niemolestowaną, traktowaną równo z mężczyznami w pracy oraz do posiadania własnych poglądów.

 

6. Nie wyobrażam sobie, że to ja mogłabym bronić i dawać bezpieczeństwo mojemu mężowi.

Nikt Cię do tego nie zmusza.

 

7. Feminizm okrada też mężczyznę, z takiego prawa do bycia silnym, do bycia przewodnikiem, do bycia opiekunem. Odziera kobietę z takich naturalnych cech jak wdzięk, piękno, wrażliwość, prawo do bycia słabszą. Jakby zmusza do udawania udowadniania, że mogę być taka jak mężczyzna.

Każdy człowiek ma prawo (nie tylko mężczyzna) do opiekowania się i opieki, do bycia przewodnikiem i bycia prowadzonym, być silnym i słabym. Ale to są prawa do czegoś nie przywilej ani obowiązek. Co więcej, nie każda kobieta ma „wdzięk”, jest wrażliwa i słaba i nie każdy mężczyzna taki nie jest. To, że Tobie coś odpowiada i czujesz się z tym dobrze, nie oznacza, że inni mają tak samo.

 

8. Dzisiejsze kobiety zatracają swoją kobiecość przez to, że próbują przejąć rolę mężczyzny.

Jaka jest rola mężczyzny i dlaczego kobieta nie może jej pełnić? Bo ja tego nie wiem.

 

 

9. Jesteśmy kobietami i to jest wspaniałe.

I kolejny raz: jak duma z bycia kobietą jest sprzeczna z byciem feministką? Ja miałam wrażenie, że jest wręcz przeciwnie!

 

10. Naprawdę, Bóg stworzył was takie piękne. Zostawcie to w ten sposób.

Pomijając to, czy Bóg jest, czy go nie ma. Co to za argument? A co jeśli Bóg stworzył kobietę feministką, lesbijką, ekolożka, czy lewaczką? To wtedy już nie jest piękne?

 

11. Kobieta konserwatywna nie musi niczego zmieniać, ona wie, że jest kobietą i niczego jej nie brakuje.

Ach, bo tak mówisz? A jeśli kobiecie w życiu jednak czegoś brakuje? Feminizm dla mnie jest wyborem. Kobieta chce być konserwatywna – ok, nic nie stoi jej na przeszkodzie, ale nie wszystkim to pasuje. Gdyby w pewnym momencie nie pojawiły się kobiety, którym nie pasował konserwatyzm, nie miałybyśmy prawa do głosowania, wyboru męża, posiadania majątku, rozwodu, wyboru drogi życiowej, studiowania i innych praw, które dziś dla nas są normalnością. Wtedy mówiono dokładnie tak samo.

 

12. No dajcie spokój! To mają być pozmywane w końcu te talerze, czy mają być brudne? No zastanówcie się! Jak mają być pozmywane, to facet musi zarobić na zmywarkę, tak?

Zarówno kobieta może zarobić na zmywarkę, jak i mężczyzna może umyć talerze (siusiaki nie odpadają od tego – sprawdzone info). Powiem szczerze, że w tym momencie się zastawiam, czy to jest na serio, bo ta kobieta ledwo może wytrzymać ze śmiechu.

 

13. Jestem szczęśliwa, szanuje siebie i swoje ciało. Mnie spełnienie daje przede wszystkim bycie żoną, a już niedługo mamą. Rozwijaj swoje pasje, szanuj siebie, szanuj swoje ciało i przede wszystkim włącz myślenie.

Super! Gratulacje! Cieszę się, że będziesz miała dziecko i jesteś szczęśliwa w małżeństwie. Feminizm nie zmusza kobiet do niezakładania rodzin. Kiedyś w jakimś felietonie feministycznym czytałam, że autorka przykułaby się do łóżka kobiety, której płód jest uszkodzony i prawo nakazywałoby jej usunąć ciążę, na co kobieta by się nie zgadzała. Chodzi o to, aby każda kobieta czuła się dobrze sama ze sobą. I ta samotna, i ta z piątką dzieci, i prezeska firmy, i gwiazda filmowa i wieczna studentka.

O szacunku już mówiłam. A włącz myślenie? Może warto poczytać, co feministki zrobiły dla kobiet, dlaczego możemy chodzić do pracy i do szkoły, czemu możesz decydować o tym, kim zostaniesz, a potem może go krytykuj. Bo jak na razie widzę wiedzę czerpaną z memów. Książki też są fajne!

 

Jestem ciekawa tylko jednego. Skąd pomysł na hasło: jestem kobietą, nie jestem feministką? Feministki to też kobiety. Dumne z tego, kim są, celebrujące swoją kobiecość, świadome swojej wartości i praw związanych z byciem kobietą.

Bycie dumną matką, żoną i partnerką nie wyklucza wcale feminizmu. Chodzenie w szpilkach i sukience i makijaż także nie. Bycie delikatną i słabą fizycznie. Właściwie nic, co Panie w filmiku powiedziały, nie kłóci się z feminizmem.

A zgadnijcie, gdzie widziałam więcej heheszków z „madek”, 500+, rodzin wielodzietnych oraz kobiet zajmujących się dzieckiem i niepracujących zawodowo. Na stronach feministycznych, czy „prawackich”?

 

 

Właściwie to mi smutno, jeśli widzę takie filmiki. I naprawdę, co powtarzam, nie mam pretensji do kobiet, że nie są feministkami – przecież nie jest to obowiązek. Bardziej smuci mnie poziom argumentów: bo feminizm jest głupi, bo feministka jest zapuszczoną, grubą kobietą, która nie ma męża i nikt jej na zmywarkę nie zarobi, więc pewnie nie ma czystych talerzy. Naprawdę? Tylko na to Was Panie stać? Czy zadaniem niegodnym konserwatywnej kobiety jest wyjście poza kwejka i facebooka w celu dogłębnego zbadania tematu, poczytanie, z czym konkretnie się nie zgadzacie?

Tutaj muszę zaznaczyć, że istnieje mizoandryzm i że często feminizm jest mylony właśnie z niechęcią, albo nawet nienawiścią skierowaną w stronę mężczyzn. Jednak taka postawa nie ma nic wspólnego z feminizmem.