Nope book tag. Część druga

Gdy zobaczyłam filmik „NOPE Book Tag” na kanale Wybrednej Marudy, wiedziałam, że wpis na ten temat musi znaleźć się u mnie. Tag wymyśliła twórczyni kanały A Booktube Book. Tam, gdzie tylko się dało, napisałam o sytuacjach, gdy wskazana rzecz w książce spowodowała u mnie reakcję typu „nie, to nie możliwe… autor powinien dostać medal”, oraz taką „jak można to było tak bardzo spieprzyć”. Zapraszam serdecznie na zdrową porcję marudzenia posypaną odrobiną spojlerów.

Akt II

Nope wątek lub motyw

Trójkąty. Weźmy choćby taki „Pomnik Cesarzowej Achai”. Jest dorosły facet, który większość czasu poświęca na rozmyślania, czy wybrać młodziutką tubylczynię, czy może dorosłą kobietę, z którą przyjechał. No ludzie! Ile można! Kiedyś zrezygnowałam z książki, którą chciałam kupić ze względu na przepiękne zdjęcia, ale na spotkaniu autorskim dowiedziałam się, że autor skonstruował, nie trójkąt, ale czworokąt! No jeszcze czego. W ogóle nie przepadam za książkami, gdzie miłosne rozterki są na pierwszym planie. To nie mój typ.

Często zdarza się w thrillerach i kryminałach, gdy w kulminacyjnej scenie antagonista trzyma bohatera w pułapce, na uwięzi, czy na muszce i mówi, i mówi, i mówi… No parę godzin gada, jaki to on nie jest zły i jaki jego plan nie jest przebiegły. Chyba czeka, aż ktoś skończy jego żywot, bo po prostu tak się nie da. Była jedna książka, w której postać negatywna wygłasza swoją mowę, trzymając nóż wbity pomiędzy nogami ciężarnej kobiety, to, że ona po wszystkim wróciła do domu i poszła spać, nie odwiedziwszy pogotowia… gorsze bzdury widziałam, ale że przez ten czas się nie wykrwawiła, to jestem pod wrażeniem.

Nope rekomendacje. Rekomendacje, które sprawiają, że nie mam ochoty sięgnąć po książkę.

Zazwyczaj agresywna promocja książek mnie do nich zniechęca. Choć nie powiem, po parę książek wyskakujących mi z lodówki sięgnęłam i okazywały się literackimi wydmuszkami. Tak było, chociażby z „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” oraz „Dziewczyna z pociągu”.

Nie lubię przyrównywania książki do bardziej sławnych pozycji. Rzadko mają one coś ze sobą wspólnego. Kiedyś nacięłam się na zdanie, które mówiło, że trzymam w rękach „połączenie dr. House’a z Bridget Jones”. Była to jedna z najgorszych książek, które czytałam w życiu. Kiedyś w jednej opinii zauważyłam porównanie „Czasu zmierzchu” Glukhovskiego do książek Dana Browna. Do dziś nie wiem, co one ze sobą mają wspólnego.

Nope frazes. Coś, co powoduje wywracanie oczu.

Jest parę słów, których nie lubię, choć wiem, że są poprawne. To już mój problem, nie innych, także tutaj się nie czepiam. Chyba nie lubię zbytniej ilości wulgaryzmów. Je trzeba umieć używać.

Nope obiekt westchnień, czyli taki, który nie jest wart obdarzenia miłością.

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie czytam wszak za dużo romansów. Ale jakbym już kogoś miała wybrać, to byłby tytułowy maminsynek wykreowany przez Sochę, z wiadomych względów, oraz Jacek z serii o Milaczku.
Do dalszej części proszę przejść osobom, które mają trylogię za sobą!
Przecież to klucha życiowa, która sama nic nie postanowi i nie zrobi. Facet kocha się w swojej sąsiadce, z którą ma dość dobre kontakty, a ten woli się upijać, jak widzi, jak ona całuje się z innym. Nawet się oświadczył pod naciskiem dwóch postaci damskich, bo sam to nie pomyśli. Ja dziękuję za takie oświadczyny!

Nope książka. Taka, która nie powinna, moim zdaniem, istnieć.

Nigdy jej nie zrecenzowałam, ale jeśli mam wybrać książkę najbardziej „nope”, to będzie to „Kartoflada” Piątka. Nie dotrwałam chyba nawet do pięćdziesiątej strony, a wiedziałam, że to jest naprawdę złe, jak przeczytałam o masturbacji i defekacji głównego bohatera na jednej stronie. Nie, nie i jeszcze raz nie. Oczywiście jest więcej takich książek, ale skoro komuś się tam podobały, znaczy, że dobrze, że powstały.

Nope czarny charakter lub złoczyńca, na którego widok bym uciekła.

Czytuję mnóstwo thrillerów, więc jest cała masa popaprańców, których nie chcę spotkać, ale najstraszniejszych potworów znajdowałam w książkach, będących wspomnieniami więźniów obozów koncentracyjnych. Tam działy się znacznie gorsze rzeczy niż w niejednym horrorze. I co gorsze, działy się naprawdę. To byli prawdziwi ludzie, którzy potrafili rozbić noworodkowi głowę, a potem wrócić do rodzin, do swoich dzieci.

Nope śmierć. Śmierć bohatera, która mnie nawiedza.

Nie pamiętam, aby była śmierć, która byłaby zwyczajnie zła i bez sensu. Zazwyczaj giną postacie dalszoplanowe lub epizodyczne, których nam zwyczajnie nie żal. Niewielu autorów odważa się uśmiercić główną postać. Były ostatnio dwie postacie, których śmierć przeżyłam. Byli to protagoniści. Jeden mężczyzna i kobieta. W powieści SF i obyczajowej. Nie będę mówić, co się stało i dlaczego, bo nie chcę tutaj spojlerować.

Nope autor, któremu podziękuję.

Pierwszą osobą, która przychodzi mi na myśl to King. Może dlatego, że miałam ogromne oczekiwania odnośnie do powieści „Misery”. Owszem czytałam wcześniej „Zieloną milę” i wywarła ona na mnie pozytywne wrażenie, choć sądzę, że to pod wpływem filmu, który uwielbiam. „Misery” dla mnie było słabe.

Jednak myślę, że jak Kingowi dam jeszcze szanse, tak nie dam Bondzie. Przeczytałam dwie książki na prośbę przyjaciółki i powiem, że nie sięgnę po żadną więcej. Tyle dłużyzn, niepotrzebnych wątków i zamętu nie zniosłam w kryminale.

Ostatnią autorką, po którą sięgać nie będę, jest Marta Kisiel. Przeczytałam jedynie „Nomen omen” i nie mogę zrozumieć fenomenu. Oczywiście nie jestem jeszcze tak bucowata, aby stwierdzić, że to mój gust jest wyznacznikiem dobrej i złej literatury.

Nominuję wszystkich, którym się chce.