O operze w której straszy.

„- Przepraszam! – zawołał kasjer, gdy niania już odchodziła. – Co pani ma na ramieniu?
– To… futrzany kołnierz.
– Ale przecież wyraźnie widziałem, że pomachał ogonem.
– Tak. Ponieważ wierzę w piękno bez okrucieństwa.”

W poprzednich częściach Magrat opuściła nasz mały sabat czarownic, aby być zoną i królową. Niania Ogg i Babcia zaczęły odczuwać brak jednej z kręgu. Babcia chyba najbardziej. Przestała być wścibska, nie interesowała się, co się dzieje w wiosce, nie wymądrzała się na temat życia Magrat. To jest niezwykle niepokojące, tak samo, jak potęga mocy, jaką na Babcia. Historia zna przypadki. Gdy wielka moc była przyczyną szaleństwa, a nawet śmierci tejże. Ale jest rozwiązanie zagadki. Wystarczy znaleźć trzecią do kręgu. Co więcej: jest odpowiednia kandydatka. Jednak jak się okazuje, jest dość daleko… I wcale nie chce mieć z czarownicami nic wspólnego. Kobiety jednak uznają, że mają moc przekonywania i wyruszają do doskonale znanego nam miasta.

Agnes, każe się nazywać Perdita X. Nitt. Marzy o karierze śpiewaczki. Ma warunki, jeśli chodzi o głos. Jeśli natomiast mowa o warunkach fizycznych to… ma ich stanowczo za dużo. I zbyt dobry charakter. Dlatego ona śpiewa w cieniu a na pierwszym planie stoi dziewczyna, która jest piękna, ale nie specjalnie ma głos. Po Agnes właśnie jadą czarownice.

Operę nęka poważniejszy problem:

„Wyjął z kieszeni kopertę i położył ją na blacie.
– Nasz upiór lubi pozostawiać krótkie liściki – wyjaśnił. – Jeden leżał koło organów. Malarz dekoracji zauważył go i… o mało co nie miał wypadku.
Kubeł powąchał kopertę. Pachniała terpentyną. List wewnątrz był napisany na papierze formowym Opery. Równym, ozdobnym charakterem pisma głosił:
Ahahahahaha! Ahahahaha! Ahahaha! STRZEŻCIE SIĘ!!!!!
Z wyrazami szacunku
Upiór Opery”

Zdaje się, że Upiór jest dowcipny, ale nikt tego nie docenia. Na obiekcie giną ludzie, niszczą się sprzęty. Na wszystkich padł strach za sprawą Upiora. Kim jest tajemnicza postać? Czy to możliwe, że budynek opery jest nawiedzony?

„- Dyskretni? Widział pan kiedyś strażnika?
– Zresztą i tak niczego nie znajdą. Przedostał się na dach i uciekł, mogę się założyć. Kimkolwiek jest. Biedny doktor Undershaft. Nigdy nie miał nerwów jak postronki.
– A dziś ma postronki zamiast nerwów – zauważył Salzella. – To było nieładne! Salzella pochylił się nad biurkiem. – Ładne, czy nie, zespół składa się z ludzi teatru. Przesądnych. Wystarczy drobiazg, jak choćby zamordowanie kogoś na scenie a całkiem się rozsypują.”

Straż nic tutaj nie pomoże. Za to Greebo już owszem. Odegra ciekawą rolę.

„Niania usiadła.
– Biedny maluch – westchnęła.
Jedynie w kwestii Greeba bezbłędne zwykle poczucie realizmu niani zaczynała szwankować. Dla niej Greebo był tylko powiększona kulką puszystego kociaka, jakiego pamiętała sprzed lat. Wszyscy pozostali uważali go za pooraną bliznami kulę pomysłowej złośliwości.”

Pratchett jak zwykle zaserwuje nam całą gamę barwnych postaci. Zarówno tych znanych, jak i całkiem nowych. Nie będę tutaj ich opisywać, powiem tylko, że Bibliotekarz zaprezentuje ciekawy talent.

Już nie raz i nie dwa pisałam o sposobie pisania, dowcipie oraz postrzeganiu świata przez autora, więc tym razem pozwoliłam mu przemówić cytatami. Słówko wtrącę jednak o tłumaczu. Uważam, że wykonuje kawał świetnej roboty. Z tego, co wiem Robert W. Cholewa, tłumaczy wszystko, co nawiązuje do Świata Dysku: od opowiadań i książek po Naukę Świata Dysku. Nie od dziś wiadomo, że przy obcojęzycznych książkach dużą rolę odgrywa tłumaczenie. Nawet najlepsze dzieło może zepsuć zły tłumacz. Tutaj do tłumacza nie można mięć żadnych zastrzeżeń. Sądzę, że potrafi przekazać wszystko, co chce nam powiedzieć autor. A każdy, kto czytał choć jedną książkę Pratchetta, wie, że to nie jest łatwe. Nie wystarczy znać język. Ukłony.

Pytanie za milion: co robią wiejskie wiedźmy w takim sklepie:

„Dzwonek nad drzwiami zadźwięczał tonem wyrafinowanym, jakby nieco zakłopotany, że musi wykonywać czynność tak wulgarną. Wolałby zapewne dyskretnie chrząknąć.
Był to najbardziej elegancki sklep odzieżowy w Ankh-Morpork. Dało się to poznać po wyraźnej nieobecności elementów tak prymitywnych, jak towar. Z rzadka tylko starannie ułożony kawałek kosztownej tkaniny sugerował istniejące możliwości.”

Powiem szczerze, że to była najlepsza książka z Cyklu o Wiedźmach.

Pierwsza osoba, która powie, co ma wspólnego łabędź z tą pozycją, otrzyma uścisk dłoni prezesa.

Książka bierze udział w:
1. Czytam fantastykę IV

2. Karciane wyzwanie książkowe – 2kier (fantastyka)