O śmierci na wesoło.

 Mężczyzn dzielimy na dwa rodzaje. Każdy zna samców alfa: sportowcy, muzycy rockowi, aktorzy, żołnierze. Rozpychają się łokciami, są w centrum uwagi, łamią kobiece serca i czerpią garściami z życia. Są też tacy faceci jak Charlie. Ostrożni, strachliwi, pozbawieni większych ambicji, ale wierni, szczerzy i dobrzy. Są to samce beta. Do nich lgną kobiety, które chcą stabilizacji i spokojnego życia.

Problem Charliego polegał na tym, że jego wyobraźnia samca beta dręczyła go niczym bambusowe drzazgi pod paznokciami. Samce alfa są często obdarzone szczególnymi cechami fizycznymi […], wykształconymi w ciągu eonów przez ewolucję, czyli przetrwanie najsilniejszego, któremu mówiąc wprost, przypadają wszystkie dziewczyny. Z kolei gen samca beta przetrwał nie dzięki pokonywaniu przeciwności, lecz ich przewidywaniu i unikaniu. Kiedy samce alfa szły polować na mastodonty, samce beta umiały przewidzieć, że atakowanie wściekłego, włochatego buldożera za pomocą zaostrzonego patyka to lekka przesada, i zostawały w obozowisku, aby pocieszać zrozpaczone wdowy.

Charlie zdaje się, ma dobre życie. Piękna żona, własna firemka, mieszkanie i córka w drodze. Właśnie Rachel urodziła. Zdawałoby się, że nic nie może zaburzyć szczęścia młodych ludzi. Może oprócz śmierci ukochanej żony i matki. Bohater widzi koło zmarłej człowieka w zieleni. Jednak nikt mu nie wierzy. I nikt nie zauważył tajemniczego mężczyzny. Wokół Charliego natomiast zaczynają się dziać różne rzeczy. Niektóre przedmioty świecą na czerwono, ludzie umierają, jakaś łapa wciągnęła parasolkę zmarłego przed chwilą człowieka do kanałów, w notesie pojawiają się dziwne nazwiska. Czyżby bohaterowi mieszały się zmysły po śmierci żony?

Stephan rzucił pocztę na ladę.
– Znów pracujesz sama? Gdzie są wszyscy?
– Ray na Filipinach, Charlie w szoku. – Westchnęła. – Ciężar całego świata spoczywa na moich barkach…
– Biedny Charlie – powiedział listonosz. – Podobno śmierć współmałżonka to najgorsze, co może się człowiekowi przytrafić.
– Tak, to też. Ale dzisiaj jest w szoku, bo widział, jak na Colubus Avenue autobus przejechał faceta.
– Słyszałem o tym. Dojdzie do siebie?
– Kurde, nie, Stephan. Przejechał go autobus. – Pierwszy raz podniosła wzrok znad paznokci.
– Chodziło mi o Charliego. – Puścił do niej oko, nie zważając na surowy ton.
– A, wiesz jak to Charlie.

Czy tylko mnie to śmieszy? Tak jak dowcipy w kryminałach: „proszę powiedzieć coś o ofierze – melduję, że ofiarą nie żyje, panie kapitanie”.

Książka zaczyna się dość smutno. I po części taka jest. Mówi o umieraniu, poświęceniu, walce dobra ze złem. Jednak wcale nie wywołuje łez smutku. To komedia. Głównie tutaj czytelnik naśmiewa się z nieporadności samca beta, z jego przesadnej ostrożności i nieprzesadnej inteligencji. Obserwujemy, jak Charlie stara się odnaleźć się w roli samotnego ojca i… No właśnie. Kim stał się bohater?

Charlie zabezpieczył wszystkie ostre rogi i krawędzie w mieszkaniu za pomocą gąbki i taśmy izolacyjnej, włożył plastikowe zatyczki do wszystkich gniazdek, zamontował zamki we wszystkich szafkach, zainstalował nowe wykrywacze dymu, tlenku węgla i radonu, a także włączył blokadę rodzicielską w telewizorze, przez co mógł oglądać już tylko programy z małymi zwierzątkami i nauką liter.
– Wypadki to najczęstsza przyczyna śmierci dzieci w Ameryce – oznajmił.
– Ale ona jeszcze nie umie przewrócić się na brzuszek.
– Chcę być przygotowany. Wszędzie piszą, że jednego dnia karmisz piersią, a drugiego dnia budzisz się i one już rzucają studia. – Przewijał małą na stoliku do kawy i zużył przy okazji dziesięć chusteczek, o ile Jane dobrze policzyła.
– Myślę, że to może być przenośnia. Wiesz, niby że dzieci szybko rosną.
– Tak czy siak, kiedy zacznie raczkować, wszystko jest gotowe.

Podoba mi się humor Moore. Czarny, niepoprawny, niczym nieskrępowany, troszkę naiwny. Zdaje się, że autor nie przejmuje, co wypada a co nie. Podoba mi się to. Już w pierwszym rozdziale musiałam przerywać, aby się roześmiać. Nic nie jest wciśnięte na siłę. Powieść nie jest przeładowana, choć opisów, dowcipów i innych takich jest naprawdę sporo. Ale tutaj mówię o pierwszej połowie. Drugą jakby pisał ktoś inny. Otóż skończyły się dowcipy sytuacyjne, a autor dał spokój bohaterowi. Skupił się na seksie. Nie to, aby istnienie seksu mi przeszkadzało. Nie jestem wszak podlotkiem, stara baba ze mnie. Zaczęło się niestety robić dziwnie. Miejscami obrzydliwie albo prostacko. Według mnie lepiej by było, jakby autor nie zmieniał konwencji. Wolę chyba śmiać się z żałosnych samców beta niż… Ach, sami zobaczycie.

– Stać! Nie ruszać się! – krzyknął Minty Fresh.
Potem przeskoczył nad stołem i ruszył w ich stronę, najwyraźniej nie zdając uwagi na fakt, że ma dwa metry dziesięć wzrostu, a drzwi – pochodzące z 1908 roku – niecałe dwa metry wysokości.
– Stój! – zawołał Charlie jakieś pół sekundy za późno.
Minty Fresh walnął czołem w ładnie wykończoną, dębową framugę, z łoskotem, który zatrząsł całym domem. Jego nogi szły naprzód, a ciało zostało z tyłu. W pewnej chwili znalazł się w pozycji równoległej do podłogi, około metra osiemdziesięciu nad nią, i wtedy grawitacja postanowiła, że da o sobie znać.

Jest to śmieszniejsze, jeśli przypomnisz sobie taką sytuację widzianą na żywo.

W powieści Charliemu towarzyszy cała plejada barwnych postaci i zwierząt. Każdy ma swój charakter i spojrzenie na rzeczywistość. Nie są oni ani trochę płascy. I właściwie ich da się lubić. Na swój sposób pomagają bohaterowi, nawet jeśli nie rozumieją, co robi. A córka? Istny skarbek. Aż dziwne, że w takich okolicznościach wyrosła na mądrą i słodką dziewczynkę.

Jestem więcej niż pewna, że do autora wrócę nie raz. Chwilowo 7/10 i mam nadzieję, że inne powieści są tylko lepsze.

Książka bierze udział w:

1. Czytam Fantastykę IV

2. Karciane Wyzwanie Książkowe – QTrefl – kończy się szczęśliwie.

  • Najgłupszy anioł do mnie nie przemówił, ale, że zawsze daję autoom drugą szansę, no i ty też nie narzekasz, to pewnie kiedyś sięgnę. 🙂

  • Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale zainteresowałaś mnie. Szkoda że dobre tytuły nie są dobrze znane 🙂

  • Polecam, polecam. Można się naprawdę pośmiać.

  • Dlatego ja nie czytam tego, co jest na topie. Radzę się w kwestii wyboru literatury grupami książkoholików i blogami 🙂