Osobliwy dom Pani Peregrine

„Osobliwy dom Pani Peregrine” Zaciekawił mnie okładką z unoszącą się dziewczynką oraz opisem, który obiecywał mile spędzony czas podczas siedzenia fascynujących i emocjonujących przygód głównego bohatera.

Może ta książka jest dziwaczna, może jest ekscentryczna, ale uważaj! – pochłonie Cię bez reszty

Takie oto słowa grożą z okładki. Czy tak było w rzeczywistości?

Jokob nie był rozrywkowym chłopcem. Nie miał dużo przyjaciół, był za to związany z dziadkiem – Polakiem, który przez wojnę został osierocony i wychowywał się w Walii w sierocińcu. Posiadał on mnóstwo zdjęć z tego okresu. Dość dziwnych fotografii przedstawiający między innymi: lewitującą dziewczynkę, chłopca w pszczołach, czy postać bez głowy. Abraham (tak miał dziadek na imię) opowiadał o postaciach na fotografiach niestworzone rzeczy. Dodatkowo wspominał o potworach. Początkowo Jacob wierzył w te historie, potem z nich wyrósł, zdjęcia biorąc za fotomontaż. Jedni dzieciom opowiadają o mikołajach i skrzatach a inni – o „osobliwcach”. Jednak na starość Portmanowi „odbiło”, zadzwonił do wnuka roztrzęsiony pytając się o klucz do prywatnego składziku broni. Mówił więcej o historiach, które opowiadał w przeszłości, twierdził, ze potwory idą po niego. Chciał się bronić. Nie był to pierwszy raz, wszyscy to tłumaczyli starczą demencją. Jacob pojechał do domu i zastał umierającego dziadka. Jego ostatnie słowa mówiły o tym, aby wnuk skrył się na wyspie, czyli tam gdzie wychował się Abraham, ponieważ tutaj nie jest bezpieczny. Kazał znaleźć ptaszysko, mówił coś o Emersonie, liście… Na dokładkę chłopak widział stwora z wieloma językami.

Jacob został skierowany do psychiatry. Nocne koszmary, bezsenność, ataki paniki… Dostawał coraz więcej proszków na uspokojenie. I wcale nie czuł się lepiej. A wręcz przeciwnie. Postanowił pojechać na wyspę aby dowiedzieć się więcej o dziadku. To co tam odnajdzie przerośnie jego najśmielsze oczekiwania.

Jak pisałam opis na okładce obiecuje, grozi, przekonuje, że książka wciąga bez reszty. Coś tam mówi o trzymającym w napięciu thrillerze. Powiem tak. Pomysł na historię jest naprawdę interesujący, nie słyszałam o podobnej książce. Autor wziął garść starych, dziwnych zdjęć i zbudował wokół tego fabułę. Ale na tym ta oryginalność sie kończy. Czytając pierwszy rozdział juz wiedziałam – mnie nie wciągnie, ale dałam szansę pozycji. Może się rozkręci później. I rozkręciła. To prawda, że coś się działo, ale nic mnie tam nie porwało. Żadnego szybszego bicia serca, żadnych emocji… Książka była po prostu nudna. Nie wiem co właściwie to spowodowało. Styl autora? Brak umiejętności budowania napięcia? Nie mi to oceniać. Nie miałam problemy aby oderwać się od czytania w połowie słowa i nie wracać przez parę dni. Szczerze to się troszkę zmuszałam do czytania, choć czytało się łatwo i szybko. Fabuła nie jest zawiła, postacie są proste, przewidywalne i płaskie, bez charakteru. Książce mogę dać maksymalnie 2/10. I to tylko za oryginalny pomysł wykorzystania prywatnych zdjęć z przeszłości.

Biorę udział w:
1. Klucznik – thriller pisany przez mężczyznę

2. Czytam fantastykę III

3. Grunt to okładka – dziewczynka się unosi.