Jaki mam problem z: baśniami.

#2. Jaki mam problem z: baśniami. Piękna i Bestia.

„Piękna i Bestia” jest jedną z tych bajek, które kochałam jako dziecko. Miałam nawet książeczkę z obrazkami z disnejowskiej produkcji. Nie wiem, ile razy oglądałam „Piękną i Bestię”, czytałam ją jeszcze częściej. Jednak po latach mam z nią delikatny problem. Otóż uważam, że większość bajek z księżniczkami w roli głównej, są szkodliwe dla młodego, dopiero kształtującego swój światopogląd, człowieka.

 

Księżniczki nie mają charakteru.

Wiem, wiem, Bella nie jest księżniczką, ale idealnie pasuje do reszty: Arielki, Śnieżki, Aurory… Są one piękne i dobre. Koniec. Nie są zabawne, inteligentne (to, że Bella dużo czyta, nie świadczy o inteligencji), uparte… Dziwnie się czyta powieść, choćby skierowaną do dzieci, w której głównej bohaterki się nie da opisać. Jedna od drugiej nie różni się niczym.

Ale łączy je jedno. Czekają na księcia na białym koniu, który je uratuje i zechce poślubić. Wszystkie z jakiegoś powodu mają źle: okrutna macocha, nieodwzajemniona miłość, bieda… Ale czy robią cokolwiek, aby poprawić swój los? Bella na pewno nie. Śpiewa jedynie jak bardzo jest inna i wyjątkowa. Bo wiecie… głupie wieśniaki żyją, pracują, zakładają rodziny, a ona CZYTA KSIĄŻKI, więc jest lepsza.

Oczywiście u postaci męskich wcale nie jest lepiej. Książęta jedynie mają za zadanie pocałować księżniczkę, wziąć ją na konia i potruchtać na ślub. W baśniach dobrą robotę robią jedynie postacie drugoplanowe. Wprawdzie także są jednowymiarowe, bo czego oczekiwać po postaciach dla kilkulatków, ale zabawniejsze i ciekawsze niż główne.

 

Miłość zmieni potwora w czułego kochanka.

Czytałam sporo o tym, czy Bella ma syndrom sztokholmski. Przychylam się do ludzi, którzy twierdzą, że coś jest na rzeczy i choć druga strona podnosi, że dziewczyna chciała uciec i wróciła, dopiero gdy potwora zaatakowały wilki, to nie można zaprzeczyć, że ta relacja jest patologiczna! Bestia uwięził Belle, był wobec niej agresywny i nieprzyjemny. Miała ona powód się go bać. I tu przechodzimy do tego, co najbardziej mi przeszkadza.

Książę, którego czarownica przeklęła, był próżny i zły. W jego sercu nie było miejsca na miłość. Dlatego też został zamieniony w potwora. Do tego książę jest agresywny i zachowuje się jak zwierzę. Ale co tam. Mężczyzna pod wpływem miłości się zmienia. Czujecie schemat? Ile kobiet liczy na to, że partner przestanie pić/ ćpać/ bić/ zdradzać, jak będą odpowiednio czułe… jak pojawi się dziecko… jak stanie na ślubnym kobiercu. Nie twierdzę, że one wszystkie nałykały się bzdur właśnie z tej bajki i dlatego naiwnie czekają na cud, ale nie zaszkodziłoby wpajać dziewczynkom trochę mądrości i w tym zakresie, zamiast utrwalać błędne wzorce. Kompletnie mnie nie przekonuje teoria, jakoby Bella po prostu wyciągnęła Bestię ze swojej skorupy, do której się schował z powodu klątwy i długotrwałej izolacji. Nie bez przyczyny wcześniej pisałam o tym, jaki on był przed wizytą czarownicy.

Czy to nie jest delikatna sugestia, że każdego przemocowca można zmienić miłością, dobrocią? A może nawet, że jeśli facet stosuje przemoc, to może coś jest nie tak z kobietą? Przecież Bestia zmienił swoje zachowanie, gdy Bella zmieniła swoje.

Kobieta musi się poświęcić.

Nie zrozumiem, dlaczego Bella musiała poświęcić się za ojca. On wykazał się brakiem jakiejkolwiek rozwagi. Wszedł do pustego zamczysta, poczęstował się posiłkiem i na koniec ukradł róże. No wybaczcie, ale to mi brzmi jak włamanie i to z kradzieżą. Bella niby podnosiła, że ojciec jest chory, ale nie wydawał się taki przed i po incydencie z zamkiem Bestii. Choć i tak najjaskrawszym przykładem jest tutaj Arielka, która dla mężczyzny, którego widziała przez chwilkę, oddaje głos.

Nie czepiam się jednowymiarowych, czarno-białych postaci, takiego samego świata przedstawionego, prostej fabuły, to bajka dla kilkulatków. Sama kochałam tę bajkę nad życie, jednak jako dorosła kobieta, potrafię zauważyć więcej, niż dwadzieścia lat temu. Nie wmawiam tutaj, że takie historie „skrzywią” dziewczynki, ale czy nie lepiej poprzez książeczki i filmy, wpajać im, że wcale nie potrzebują do szczęścia księcia, a dobre nie zawsze znaczy ładne?

Uważam, że film „Piękna i Bestia” straciła nieco na przemocy, co było ruchem w dobrą stronę, jednak ja liczyłam na lekkie zmodyfikowanie tej historii. 

Grafiki pochodzą stąd i stąd.