Polowanie na dobrą literaturę zakończone niepowodzeniem.

UWAGA! Wpis może zawierać śladowe ilości spojlerów!

Kornelia nie miała łatwego życia. Urodziła się w domu, gdzie nie zaznała miłości, a rodzice, niezadowoleni z przeciętności córki, tylko czekali na dzień, aby nakazać jej wyprowadzkę. W szkole padła ofiarą obrzydliwych plotek i pomówień. Zamieszkała u jedynej przyjaciółki – Joanny. W swoje dziewiętnaste urodziny, zamiast prezentu, otrzymała próbę gwałtu i śmierć koleżanki. Napastnik okazał się policjantem, zatem prowadzący śledztwo skupił się na złej opinii dziewczyny, zamiast na dowodach. Gwałciciel popełnił samobójstwo, a sprawa została umorzona.

Wiele lat później Kornelia prowadzi dobrze prosperującą firmę, mieszka w domku odziedziczonym po babci. Dobre życie przerwała seria pogróżek. Jakaś osoba szpiegowała kobietę, groziła jej śmiercią… posunęła się nawet do zabicia kociąt. Bohaterka nie prowadziła bogatego życia towarzyskiego, klientki były zadowolone z jej usług. Kto aż tak nienawidzi Kornelię?

Powiem, że czytało się książkę dość lekko. Szybko ją kończyłam i nie mogę powiedzieć, abym się męczyła. Określiłabym ją jako „romansowe czytadełko” z wątkiem kryminalnym w tle. Nawet natknęłam się na parę zabawnych dialogów, co zawsze jest przeze mnie mile widziane. Sama okładka zachęca do sięgnięcia po nią. Jest ładna i pasuje do treści. I na tym koniec pochwał.

Słowo, które najtrafniej opisuje tę powieść to „płaska”. Bohaterzy byli płascy, wątek kryminalny był spłaszczony, romans był płytki… Można tutaj też coś wspomnieć o schematyczności i stereotypach, ale po kolei.

Zacznijmy od bohaterów. Kornelia miała trudne dzieciństwo, to prawda, nie zamierzam z tym polemizować. Jednakże mam wrażenie, że ta historia miała wywołać iskierkę sympatii do postaci, sprawić, że będzie nam na niej zależało, zbudzić współczucie. O ile pierwsze strony jeszcze wywoływały jakieś emocje, o tyle zakończenie uświadomiło mi, że wszyscy są mi absolutnie obojętni. Ich nie dało się lubić ani nie lubić. Bo jak można żywić jakiekolwiek uczucia do idealnie papierowych bohaterów? Nie mieli charakteru specjalnego, po lekturze nie jestem w stanie powiedzieć jakie te osoby były. Wydarzenia, które miałam okazję obserwować, nie wpływały na ich działania. Jakbym obserwowała film z Simami.

Wątek miłosny… o, tu było źle. Dawno nie otrzymałam w twarz czymś tak spłaszczonym i trywialnym. To było na zasadzie „nie mogę być z nią/ nim, bo…” a następnie lądowali w łóżku, patrząc się słodko na siebie. Potem znów między nich weszła przeszłość, ale na chwile. Do bólu nierealnie, słodko, niestrawnie.

Wątek kryminalny? Śmiechu warte. Policjant kręcił się w kółko, przebywał z Kornelią, jeździł, rozmyślał… Nic się nie dzieje. Sprawa rozwiązuje się sama. Chociaż zarówno sprawca, jak i jego motywy, zaskakują mnie bardzo. Po pierwsze – nie spodziewałam się takiego wyjaśnienia sprawy, po drugie, to było całkowicie odrealnione.

Jak to jest, że policjant nie mógł się zająć sprawą, w którym jego przyjaciel jest podejrzany, a bardzo bliskie kontakty z ofiarą pogróżek, już nikomu nie przeszkadzają? Czy tutaj także nie ma emocjonalnego zaangażowania? Czy Polska jest tak bezpiecznym krajem, że trudna do wyjaśnienia sprawa pogróżek jest sprawą numer jeden? Jestem pewna, że policjanci mają więcej spraw niż jedna na raz. A ten jak nie przesłuchiwał świadków, to siedział ze swoją ukochaną.

Ostatnią sprawę, jaką poruszę, będzie tytuł. O ile człon „Polowanie na Pliszkę” rozumiem, o tyle „Jak kamień w wodę” jest całkowicie niejasny. Nijak nie ma się do treści.

Ja wiem, pewnie jak zwykle się czepiam, to ma być romans z odrobiną sensacji…a to taki niewymagający, przyjemny i niezmuszający do myślenia gatunek. Owszem, jednak oczekuję jakiejś spójność, głębi i bohaterów, których da się lubić. A tutaj nic. Żadnej akcji, emocji, głębszej myśli.

Wpis stanowi recenzję dla portalu Duże Ka.
Za egzemplarz dziekuję Replice