Polski super…luzak.

Odszedł „Kłamca”, nadchodzi „Dreszcz”. Bo ileż można pieprzyć się z Bogami.

Każdy z nas zna superbohaterów z komiksów. Nawet jeśli ten typ literatury nie przemawia do Was to niech rękę podniesie osoba, które nie widziała adaptacji Supermana, Batmana, Hulka, Spidermana, Ironmana i wielu innych. O filmach typu „Avengers” nie muszę wspominać. Każdy kto nie mieszka w jaskini pośrodku niczego na bezludnej wyspie słyszał o nim. A myślę, że i tam znalazłby się plakat reklamujący najnowszą produkcję Marvela. Ze swej strony dodam tylko, że „Czas Ultrona” jest bardzo dobrym filmem acz wymagałabym od niego nieco więcej. No nic. Kontynuując wątek współczesnych herosów – wszyscy oni są szlachetni, uczciwi i w ogóle są bohaterami pozytywnymi. Od kiedy otrzymują super moc chcą walczyć po stronie dobra. Zazwyczaj się okazuje, że pojawia się gościu z nadnaturalnymi mocami, który chce zniszczyć świat, zawładnąć nim, ukraść parę milionów albo jest po prostu wkurzony. O tym jak się kończą tego typu historie mówić nie muszę. Jaki jest bohater wykreowany przez Ćwieka?

Zacznijmy od samego autora. Pierwsze trzy lata swojego życia spędził w akademiku a urodził się w tym samym roku, w którym został wydany debiutancki singiel zespołu Metallica. Potem przeprowadził się do Głuchołaz, tam zaczął pisać oraz udzielać się w amatorskim teatrze. Był harcerzem (pokrewna dusza :D). Debiutował w 2005 roku zbiorem opowiadań „Kłamca”. Jedno z opowiadań zostało nominowane do Nagrody im. Janusza A. Zajda. Ale to nie było ostatnia nominacja. Parę opowiadań zostało adaptowane na potrzeby teatru. Idąc do Matrasa z kartą od Sylwii w ręku miałam cichutką nadzieję, iż natknę się właśnie na ten zbiór opowiadań. Niestety tak się nie stało. O tym czy żałuję napiszę później. Oprócz tej tetralogii Ćwiek napisał między innymi: „Ciemność płonie”, „Gotuj z papieżem” oraz „Ofensywa szulerów”. Jest jednym z bardziej znanych polskich pisarzy fantastyki oraz: animatorem kultury, konferansjerem, dziennikarzem, felietonistą, scenarzystą, znawcą popkultury i ojcem. Sporo tego prawda?

Ale dość o nim. Zajmijmy się postacią Rycha Zwierzchowskiego. Jest on w wieku, w którym młode dziewczęta maja prawo określać do mianem „dziadka”. Wygasła gwiazda rocka, która nigdy nie dorosła. Sam nie pracował nigdy. Utrzymuje go jego córka Jank… Janice. Mieszkająca w Stanach z mężem i dziećmi. Mam wrażenie, że to córka matkowała naszemu bohaterowi. Bez niej umarł by z głodu pewnie. Załatwiła mu pracę, której on i tak nie wziął. Jego hobby to picie, granie na gitarze i wkurzanie ludzi. Jego najlepszy przyjaciel jest Ślązakiem. Kolejna dobra dusza do niańczenia naszego bohatera. Idealny materiał na polskiego superbohatera, co nie?

Pierwszym co Rysiek poczuł po przebudzeniu było mrowienie na całym ciele.(…)
– Co ci je? – zapytał Alojz. – Bo wyglondosz jak czi ćwierci od śmierci.
Rysiek podjął kolejną próbę otwarcia oczu. Znowu okupioną bólem i, jak się okazało, bezowocną.
– Co mi się stało? – zapytał.
Wersja dugo czy krótko?
-Krótka.
-Pieron cie ciulnoł.

No tak, to tylko piorun nie zawał jak się spodziewał podstarzały rockmen. W takim razie może wyjść ze szpitala bez konsultacji z kimkolwiek. Po uderzeniu pioruna okazało się, że Zwierzu jest… miotaczem piorunów. Jak się domyślacie ani przez myśl nie przeszło mu ratowanie świata od szumowin. Bardziej zabawne jest rażenie kanara, czy dodawanie mocy gitarze. Na swojej drodze spotkał Benjamina Benforda Juniora, którego pasją są superbohaterzy. On sam pochodził z bogatej rodziny, w której wszyscy byli służącymi. Benjamin wolał hulać po świecie i wydawać pieniądze swojego ojca. Po tym jak zostały one odcięte musiał pomyśleć na poważnie o pracy do której został wychowany. Dopóki nie dowiedział się o nowym superbohaterze. Tylko czy młody, ambitny chłopak przekona luzaka aby walczył ze złem?

W mieście grasuje szajka paranormalnych mimów, zagrożeniem jest także pani Róża – ofiara eksperymentów na ludziach. Podobną ofiarą jest Ekumen. Tylko, że on jest tym dobrym. Po wypadku karetki z organami oraz transportu relikwii przez pomyłkę przyszyli mu rękę świętego Ignacego Loyoli (takie rzeczy tylko w Polsce, nie?). Okazało się ręka się przyjęła. Nie tylko była sprawna, ale umiała robić sztuczki z monetami i kartami, machać kijkiem jak mieczem, grac na pianinie, otwierać słoiki, ale zmuszała do przeżegnania się przed posiłkiem. Coś za coś. Potem przyszli przedstawiciele kościoła, porwali go i postanowili przeszczepiać wszystkie części ciała. Dzięki temu czyta w myślach, potrafi zmienić orientację, stan ducha, otwierać oczy na rzeczy niewidzialne, robić warkocz z dwunastu splotów i wiele innych. Mózgu nie udało się przeszczepić. Uciekł.

– Bardziej mnie ciekawi, co robił pan po ucieczce.
Ekumen wzruszył ramieniem. Jednym, bo drugie odmówiło współpracy.
– Błąkałem się po Krakowie, rozmawiałem ze zwierzętami, bo też potrafię trochę, choć spróbuj kurw… lalalalabumbum, hopsa, hopsa… Przepraszam, mam język Stanisława Kostki, czasem tak robi.

Jak widać nie tylko siła i moc.. Ale żeby tak nie móc sobie mięsem rzucić?

W książce pojawiają się także: Tajemniczy FB, Zawisza Czarny (który jest naprawdę „czarny”), Drewniak (komisarz). Jakie nastawienie będą mieć do bohaterów?

Ćwieka cechuje lekkie pióro oraz typowy męski dowcip. Większość kobiet może być zniesmaczona językiem, zachowaniem Zwierzchowskiego, jego poglądami i stylem życia. Jednak tym mniej delikatnym polecam książkę.

W trosce o Twoje zdrowie psychiczne, komfort wyznaniowo-światopoglądowy, orientację seksualną, zainteresowania sportowe i muzyczne, gusta dotyczące mody, a także – może przede wszystkim – wrażliwość na słowa powszechnie uważane za wulgarne i obelżywe pragnę przestrzec, iż gdy skończy się ta strona i przewrócisz tę kartkę, jednocześnie skończy się dla Ciebie strefa ochronna. Możesz więc zaprzestać lektury w tym miejscu i przyjść na spotkanie autorskie, a ja narysuję Ci pod tym wstępem kwiatek jako symbol Twojej nieskalanej niewinności.

Tym, którzy zdecydują się jednak poczytać trochę więcej… Dobrej jazdy, Kochani. I bawcie się… w sumie jak chcecie!

Próżno się tutaj doszukiwać szokującej zmiany głównego bohatera, czy głębszego sensu. Ta książka ma być cool. A to słowo wyklucza się z morałem. Nie będzie to moja ulubiona pozycja, do „Sendilkelma” jej sporo brakuje, ale wystarczająco mi się podoba aby zachować ten egzemplarz i sięgnąć zarówno po kolejne części jak i pozostałą twórczość autora. 7/10

Książka ta zostanie zaliczona do:
1. Czytam fantastykę III.

2. Polacy nie gęsi, czyli czytamy polską literaturę III.

3. Klucznik – część okładki jest biała