Ratujmy Ludwika!

Ludwik choruje na jeszcze nieokreślone zapalenie wątroby. Potrzebne są pieniądze na konkretną diagnostykę (głównie biopsja wątroby) oraz leczenie (rekomendowane jest leczenie szpitalne). Bez niego kocurek umrze!

>>ZBIÓRKA<<

Historia Ludwika

Ludwik, jak ja, pochodzi ze wsi. Jak to na wsi jest mnóstwo bezdomnych kotów, które dobre dusze karmią, podleczą jeśli trzeba i czasem pogłaskają za uszkiem. Kocur przychodził do mnie, jeśli tylko byłam w domu na porcję głasków i czegoś dobrego w miseczce. 

Gdy wróciłam do domu około dwa tygodnie temu, zauważyłam, że mocno schudł i się zaniedbał. Jak wyjeżdżałam to poczułam, że nie mogę zostawić go tam na pewną śmierć.

Pierwszy weterynarz nic nie odkrył. Mówił, że kot, jak to bezdomniak, jest zaniedbany. Ale kocurek słabł i to nie dawało mi spokoju. Wyniki krwi są koszmarne, Ludwik potrzebuje codziennych kroplówek, leczenia, dalszej diagnostyki, biopsji i być może operacji diagnostycznej. Ma niedowagę, choć apetyt mu dopisuje – gdybym dała mu krowę, to by ją zjadł. Rekomendowana jest około dwutygodniowa wizyta w szpitaliku, gdzie miałby profesjonalną całodobową pomoc i mógłby dochodzić do siebie.

Sama nie jestem w stanie sfinalizować jego leczenia, więc proszę o pomoc. Nie pozwólmy mu umrzeć.