To chyba już było, czyli znany thriller po polsku.

Nie tam dawno zapoznałam się z debiutem Pauli Hawkins. Co o niej sądzę, możecie przeczytać w moim wpisie. Moja ulubiona polska autorka, Agata Przybyłek, poleciła mi inną książkę dość podobną, za to ponoć lepszą. Zabrałam się zatem za „Idealną” Stachuli.

Kogo tutaj mamy? Małżeństwo. Adam i Anita. Poznali się, zakochali, wzięli ślub i zamieszkali razem. Jednakże nic tych ludzi już nie łączy… To za mało powiedziane. Nie mogą na siebie patrzeć, nie rozmawiają ze sobą i niemal nie sypiają. Kobieta ma marzenie, aby być matką. Przerodziło się to w obsesję. Pracuje ona w domu i jej jedyną rozrywką jest podglądanie ludzi przez internetowe kamerki umiejscowione na całym świecie. Jej ulubionym miastem jest Praga, a ulubionym człowiekiem mężczyzna, którego nazwała „Zo”. Obserwuje jego i jego dziewczynę. Gdy nie może się z nim „spotkać” jest zaniepokojona. Dla niej rytuał podglądania jest najważniejszą częścią dnia. Po pewnym czasie zauważa, że ktoś podrzuca jej rzeczy, które nie należą do niej, zabija jej kota, wpuszcza szczury, których panicznie się boi. Jej mąż podejrzewa, że coś niedobrego zaczyna się dziać w głowie Anity. Czy ma rację? Kto jest jej wrogiem?

Gdy czytałam pierwsze rozdziały, miałam wrażenie, że to już czytałam, że to już było. Kobieta niemogąca zajść w ciążę? Jest! Obsesja na temat dziecka, która rozwala małżeństwo? Obecna! Podglądanie obcych ludzi i wymyślanie historii? Na miejscu! Zdrada małżeńska? Proszę bardzo! Zaginięcie kobiety? No nie do końca, ale motyw został wykorzystany. Dodajmy do tego wielotorową narrację i mamy „Dziewczynę z pociągu” made in Poland.

Przeszkadzało mi to bardzo. Źle się czyta coś, co niedawno było. Miałam nadzieję na odrobinę oryginalności w postaci wątku o prześladowcy, ale on raczej był ledwo zaznaczony. Za to historia w Pradze była moim zdaniem naciągana. Ponieważ dzieje się pod koniec, nie zdradzę o co chodzi… No ale nie leżało mi to zupełnie. Postacie? Jak dla mnie odrobinę za słabo zarysowane, nieco płaskie. Wprawdzie lepiej niż w powieści Hawkins, ale nadal nie jest to czego oczekuję po thrillerze psychologicznym. Ciężko mi skonkretyzować, czego tak naprawdę mi brakowało. Na pewno głębi bohaterów, wpływu wydarzeń na ich psychikę, napięcia i dreszczyku niepokoju.

To nie jest tak, że książka nie ma plusów. Ma i to całe mnóstwo. Zacznijmy od narracji wielotorowej. Poprowadzone nieumiejętnie wprowadza chaos. Tutaj autorka sobie zgrabnie z tym poradziła, choć Hawkins wyszło to lepiej. Do Pani Stachuli uwaga — nie zdradza Pani wszystkich motywów. Niech czytelnik się sam domyśla. Lubię, gdy czytelnik wie tyle co bohater. Irytuje mnie sytuacja, gdy wiem już wszystko, a postać jeszcze się miota w domysłach.

Podobał mi się także styl autorki. Książkę się połyka, nie czyta. Nic nie zgrzyta i nie wprowadza zamieszania. Napięcie niestety jest znikome. Pojawia się, ale trzyma raczej krótko. Ciężko mi się zgodzić z tym, że jest to thriller psychologiczny. Może obyczajowy, małżeński. Jednakże bardzo chętnie przeczytam coś autorki, co nie będzie inspirowane niczym. Myślę, że może mnie pozytywnie zaskoczyć. I proponuję zostać przy grafiku, który projektował okładkę. Jest obłędna.