Z pamiętnika hejtera.

Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera

W telewizji, w serialach, filmach, czy reklamach, wszystko jest idealne: nowoczesna kobieta – idealna żona i matka, dzieci grzeczne, przystojni mężczyźni pod krawatem… W internecie mamy przestrzeń na bycie sobą, śmianie się z własnej niedoskonałości, na zdjęcie przypalonej pizzy z opakowania, „pochwalenie się” spektakularną pałą w zeszycie, czy obwieszczenie całemu światu jak wygląda epicki orzeł na oblodzonym chodniku…
Lubimy śmiać się także z innych. W dobie łatwego dostępu do informacji, gdy cała wiedza jest na jedno kliknięcie myszki, to najchętniej oglądanymi filmikami są te z walki o karpia w Lidlu. W ten trend się wpisał idealnie PigOut. Jak sam twierdzi, początkowo chciał pisać o rzeczach ważnych, o tolerancji, o polityce, ale jakoś nie bardzo to mu wychodziło. Czy to źle? Nie bardzo.

„Sam miałem sytuację, kiedy przy kasie podziękowałem za naklejki, na co z tłumu momentalnie wyłoniły się dwie agresywne babeczki i się zaczęło:
– O, pan nie bierze, to ja chętnie wezmę.
– Nie, ja byłam pierwsza.
– A w ryj chcesz?
[sytuacja dotyczyła Świeżaków]”

 

Strona graficzna.

Zacznijmy może od oprawy graficznej. Okładka „Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera” ma minimalistyczna szaro – biała okładka z czarnymi literami naprawdę wygląda ładnie. W środku mamy spis treści, a każda strona jest otoczona prostokątem ze świnką u góry. Rozdziały zaczynają się inicjałem, który jest dopasowany do stylu książki. Powiem szczerze, że grafik wykonał kawał dobrej roboty. Dzięki też za skrzydełka. Przyjemnie jest wziąć pozycję do ręki i spędzić z nią wieczór czy dwa.

 

PigOut

Obserwuje autora na Facebooku i większość tekstów znam, można zaryzykować stwierdzenie, że pozycja stanowi przeredagowane i dopasowane do książki treści z bloga i innych środków przekazu. Czy to źle? Ależ skąd! Te teksty są tak dobre, że miło będzie je mieć na półce i przypominać sobie przy okazji złego nastroju, czy jesiennych smutków.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że PigOut ma dość specyficzny styl pisania. Na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Mnóstwo tam dziwacznych porównań, hiperboli, zwrotów z angielskiego, czy nowomowy. Przy tym zaskakująco pisze dobrze po polsku. Niestety w dobie powszechnego internetu widać braki społeczeństwa w umiejętnościach językowych, u PigOuta następuje coś innego – on bawi się językiem, naginając go do własnych potrzeb, czy to dla wzmocnienia efektu, podkreślenia wypowiedzi, czy to dla zwyczajnego śmiechu. Mam tylko jedną uwagę, piszemy „odnośnie do tego”, nie „odnośnie tego”, a tak PigOutowa mamo, polonistko – może pani być dumna z syna.


To była pierwsza rzecz, za jaką pokochałam teksty autora, drugą są: sarkazm, ironia, jakaś takie złośliwe czepialstwo i gotowość do wyśmiewania wszystkiego, co jest akurat na językach. Przy czym on nie wyśmiewa konkretnych ludzi, ale zjawiska. To dla mnie także ważne. Nie przepadam za wyśmiewaniem się z konkretnych osób, chyba że z samej siebie. Bo najbardziej autor „ciśnie” po sobie: swoim wyglądzie, wiecznej diecie, stosunkach z kobietami (a konkretnie jedną), ze swojej małostkowości i tym, co w internecie nazywamy „cebulactwem”, co niestety z ludzi czasem wyłazi i nie można tego zatrzymać.

 

Było całkiem nieźle.

Nie zgadzam się ze wszystkimi poglądami autorami, w niektórych fragmentach, się nawet skrzywiłam, ale to jest naprawdę dobra pozycja do pośmiania się. Książkę polecam osobom, które nie boją się dosadnego, sarkastycznego humoru, czy lekkiego traktowania języka (nie mylić z ignorancją). Autor porusza kwestie modne, ważne dla społeczności internetowej, choć unika patosu, spraw drażliwych i tych, z których śmiać się nie wypada.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Edipresse książki, oraz portalowi Duże Ka.