Zapraszam do mrocznego świata gdzieś na Suwalszczyźnie.

Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz
i… w to, co do tej pory wierzyłeś.

Ja bym jeszcze dodała: „nie wierz w to, co czytasz”.

Pisanie horrorów nie jest łatwym zajęciem. Reżyser ma prostsze zadanie niż pisarz. W filmie ma się do dyspozycji szereg trików: z mroku może wyskoczyć paskudna morda, po minucie ciszy słychać potępieńcze wycie, odcinane kończyny i sale tortur przyprawiają o dreszcze. Autor książki musi pobudzić naszą wyobraźnię, zmusić czytelnika do widzenia tego, co przeraża, zbudować napięcie i zaskoczyć. Nigdy wcześniej nie czytałam horroru, ale postanowiłam dać jednemu szansę.

Poznajemy trzy osoby. Pierwsza z nich to Anna. Rozwódka, która jedzie do chorej matki. Wcześniej się o nią nie martwiła, sporo zarabia i zatrudniła opiekunkę. Teraz jej stan się pogorszył i wymagana jest wizyta. Kobieta z powodu paskudnej pogody wybiera skrót przez las. Jej auto grzęźnie w błocie, a ona nie może wydostać się z lasu, który nie ma końca…

Ważniejszymi postaciami są Karolina i Tomek. Dwoje studentów wybrało się na Suwalszczyznę w celu ratowania ich związku. Dzieli ich wszystko: wyznanie, spojrzenie na świat, zamiłowanie do imprez, łączy za to jedynie: miłość i wybuchowy charakter. Po całym dniu podróży, kłótni dowiadują się, że właściciele domu gościnnego wyjechali i zapomnieli powiadomić gości. Proponują nocleg w małej wiosce niedaleko u znajomych. Nie wiedzą, ile w ich życiu zmieni tych parę dni.

Chciałabym się wypowiedzieć odnośnie do okładki. Jest genialna. Idealnie w moim klimacie. Na pewno bym nie przeszła obok niej obojętnie. Szkoda tylko, że jest miękka. Wydawanie grubych książek w klejonej, cienkiej oprawie, powinno być karalne.

Na początku irytowało mnie niemal wszystko: zbyt długi wstęp, za dużo wątków, bohaterzy, którzy wiecznie darli koty, nieistotnie dialogi i szczegóły. Scena seksu, tak bardzo szczegółowa, wydała mi się zwyczajnie nie na miejscu.

Jak się okazało, te wszystkie odczucia towarzyszyły mi z powodu nastawienia. Myślałam, że skoro debiut Artura Urbanowicza nie jest zbyt popularny, to musi być w tym jakiś powód. Szybko przekonałam się, że absolutnie wszystko jest dokładnie przemyślane i zwyczajnie potrzebne. Ale jeśli myślicie, że wszystko zaczęło się układać, a akcja była spójna i wyrazista to się głęboko mylicie. Podczas czytania byłam wielokrotnie wprowadzana w błąd. Autor zręcznie manipuluje czytelnikiem, balansując między urojeniami a rzeczywistością. Co więcej, po przeczytaniu w dalszym ciągu nie wiem, co było prawdą, a co kłamstwem.

Bardzo lubię, gdy w książce zakończenie każe spojrzeć na książkę inaczej, wywraca całą historię do góry nogami i neguje fakt zrozumienia przeze mnie, co się działo. Tutaj to nastąpiło. Potem przeczytałam epilog, który kazał mi się zastanowić nad wszystkich, razem z zakończeniem. Także autor zatrząsł powieścią nie raz, a dwa razy.

Podobał mi się sposób kreowania świata i postaci. Nie można powiedzieć, że bohaterzy są schematyczni i płascy. Ich role nie są ograniczone. Każda z nich jest głęboka, ludzka, pełna sprzeczności. Próbują zachować zdrowy rozsądek w tym, co się dzieje, mają problem z tym, w co wierzyć. Najwięcej problemów ma Tomasz, który nie wierzy w nic, czego nie widzi, nie może zmierzyć i udowodnić. Karolinie jest lepiej. Ona wierzy w demony, ale myśli, że nie mogłaby być opętana. Jest zbyt wierząca. Właściwie myślałam, że to będzie opowieść o walce z wewnętrznymi demonami. Może po części jest? Na pewno obserwujemy wielką przemianę pary, ich relacji a przede wszystkim młodego mężczyzny.

Jeśli mowa o świecie, to bardzo podoba mi się pomysł zbudowania akcji na legendach polskich. Niezbyt popularnych, to prawda, ale niezwykle interesujących. Nie wiem, w jakim stopniu autor posiłkował się starymi podaniami, a w jakim stopniu korzystał ze swoich pomysłów, ale wyobraźnię ma niezwykłą. Powoli byłam wprowadzana w świat fantazji i koszmarów. Autor umiejętnie budował napięcie, zaczynając od cieni w lesie, szmerów, niepewności. Wraz z przewracanymi kartkami pojawiało się więcej niezwykłości, niepokój rósł, aż wybuchł. Dosłownie. Znalazłam się w świecie sennych koszmarów, demonów i śmierci.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej powieści. Oczywiście nie miałam wcześniej doświadczeń z historiami tego typu, więc może nie jestem właściwą osobą, do wydawania takich opinii, jednak napiszę. Moim zdaniem w autorze drzemie ogromny potencjał, jeszcze nie pokazał nam, na co go stać. Szkoda tylko, że wydawnictwo nie starało się wypromować tej książki i tytuł „Gałęziste” zginął w tłumie. Rynek czytelniczy jest zawalony tonami grafomanii i miło przeczytać coś polskiego, co jest naprawdę dobre. Patrząc na opinie to, nie jest tylko moje zdanie. Z wielką chęcią przeczytam to, co autor jeszcze wymyśli. I mam nadzieję, że mądrzej wybierze wydawnictwo.

Za książkę dziękuję autorowi 🙂

Szkoda tylko, że odczucia mam tak pozytywne. Nie otrzymam obiecanego soku gruszkowego. No cóż. Nie można mieć wszystkiego.

1. Czytamy fantastykę IV

2. Karciane Wyzwanie Książkowe – 8Kier – Dreszczowiec/ Horror

  • Musiałaś o tym soku wspomnieć. 😀

    Co do samej książki – zaintrygowałaś mnie i cieszę się, że mam ten tytuł w domu. Poszukuje horroru, który mnie zaskoczy może "Gałęziste" to sprawią.

  • Okładka – cudna! I od początku, gdy książka pojawiła się na rynku zaintrygowała mnie, chociaż w wielu recenzjach czytałam że początek nie jest zbyt ciekawy 🙂

  • To prawda. Książka się rozkręca dość długo. Ale warto to przeczekać.

  • Mnie zaskoczył 🙂

  • Masz rację, autor zatrząsł fabułą i finalną akcją pokazał, jak szybko stopić poukładane już myśli czytelnika. Świetny debiut i mam nadzieję, że Artur Urbanowicz szybko wyda kolejną książkę. Pozdrawiam!

  • Bardzo podoba mi się zwrot "potrafi stopi poukładane już myśli czytelnika". Genialne. Ale ja także mam ochotę na więcej.

  • I mnie książka się podobała. Niebanalna historia, mrok, zabobony, pradawne moce, a finał… REWELACYJNY!

  • Dlatego też nie mogę przeżyć tak słabej promocji.

  • Mam tę książkę 🙂 po Twojej recenzji muszę ją przełożyć bliżej szczytu stosika 😉
    Zgadzam się w kwestii okładki. Genialna! Niepokojąca i intrygująca 🙂

  • Oj, polecam. Ja też nie byłam przekonana, ale szybko okazało się, że warto.

  • spojrzałam tylko na ocenę, bo ksiazke mam w planach, oby styczniowych;) i baaaardzo uccieszyła mnie Twoja 8 =)

  • Nie jestem odosobniona w tej opinii.