Czy Zły jest naprawdę zły?

Zły

Na początku roku Audioteka oraz Orlen miały wspólną akcję. Dokonując zakupów na tej stacji, można było otrzymać kod promocyjny do audiobooków. Mój wybór padł na dwa z nich: „Niezwyciężonego” Stanisława Lema oraz „Złego” Leopolda Tyrmanda. Pierwsza książka nie była w moim guście, druga… zapraszam na garść wrażeń.

 

 

Tyrmand w PRL-owskiej Warszawie umieścił kilku bohaterów, których losy się przeplatają i łączą. Głównym wątkiem, wokół którego pozostałe orbitują, jest ten z postacią Złego. Jest to tajemniczy człowiek, który niczym bohater westernu wymierza sprawiedliwość. Bije do nieprzytomności wcześniej bezkarnych złych ludzi, którzy w różny sposób krzywdzą spokojnych obywateli. Co ciekawe, niemal do końca nie poznajemy tej postaci, ani jej motywacji. Nie wiemy o niej nic. Sami świadkowie widzą jedynie przerażające białe oczy.

 

Bohaterowie.

Podczas czytania książki, czy słuchania audiobooka poznajemy postacie, które w różnym stopniu miały kontakt z tytułowym Złym. Zróżnicowani są oni ze względu na płeć, status materialny, pozycję społeczną, wykonywany zawód, czy wiek. Dzięki temu jesteśmy w stanie poznać powojenną Warszawę z różnych perspektyw, choć niestety większość scen rozgrywa się w zaułkach, piwnicach, zburzonych budynkach, obskurnych mieszkaniach, podłych spelunach.

To jest pierwsza rzecz, z jaką mam problem. Większość bohaterów pochodzi ze środowisk przestępczych, a każda inna postać będzie miała do czynienia z mafią. Autor zdaje się sugerować, że wszyscy w Warszawie utrzymywali się ze źródeł wątpliwych moralnie, a bandy gówniarzy bezkarnie sobie mordowały zwykłych obywateli. Zabrakło mi dla równowagi ludzi uczciwych. Znalazło się dwoje dziennikarzy i policjant, ale ich działania głównie były związane ze światem przestępczym, oraz Marta i Hawajka, ale one… no nie były najmądrzejsze.

 

Kobiety w powieści.

Ogromny zarzut mam o tworzenie postaci kobiecych. O ile mężczyźni okazywali się wielowymiarowi, odkrywali nam swoje drugie oblicza, a z niektórym przestępcom nawet można było kibicować, tak kobiety były płytkie, stereotypowe i zwyczajnie głupie. Ich życie kręciło się wokół mężczyzn i ubrań. Od początku lubiłam Martę (ja poznajemy jako jedną z pierwszych osób), zdawało mi się, że jest rozsądną i ostrożną kobietą. Niestety okazała się głupią gęsią, która nie była świadoma zagrożeń związanych z ufaniem obcym mężczyznom.

No i te podrywy. Wszystkie kobiety, włącznie z Martą, zachowywały się tak, jakby fakt odezwania się mężczyzn był wielkim wydarzeniem. Parę gładkich słów, drobny prezencik i już każdej miękły kolana. Czy kobiety te 60 lat temu były tak zdesperowane, że łapały wszystko, co nie nosi sukienek?

 

Audiobook.

Audiobook był nagrany za pomocą smartfona. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dźwięk był poddawany postprodukcji, ale i tak jestem pod wrażeniem, jak ten dźwięk brzmiał. Choć i tak, najlepszy sprzęt jest znacznie mniej ważny od dobrego lektora. Przyznam szczerze, że książkę zapewne dawno bym porzuciła, gdyby nie cudny głos Adama Ferencego. Mogłabym słuchać godzinami. I słuchałam, bo całość trwa niecałe 40 godzin.

 

Język.

Oczywiście nawet najlepszy lektor nie uratuje dzieła, jeśli nie będzie miał, co czytać. Tutaj Adam Ferency mógł się popisać. Język jest po prostu przepiękny. Nawet bym rzekła lekko poetycki. Dialogi między postaciami (męskimi) są inteligentne, pełne niedopowiedzeń i półsłówek. Choć najpiękniejszy jest opis ówczesnej Warszawy. Autor nie szczędzi nam hiperboli, cudnych, trafnych porównań i żartobliwych opisów, którymi to dosłownie maluje obraz podnoszącej się z gruzów stolicy Polski.

Dość celnie Tyrmand podsumowuje czasy, w których przyszło mu żyć. Jest uważnym obserwatorem. Jestem w stanie uwierzyć w większość postaci, nawet mam taką teorię, że autor znał pierwowzory swoich bohaterów. Pisze bardzo sugestywnie i miałam wrażenie, że słucham o historii, która naprawdę miała miejsce.

 

Fabuła.

Niestety na licznych opisach miasta i jego mieszkańców cierpi tempo akcji. Raz dałam się ponosić narracji, a zbyt często niestety czekałam, aż coś zacznie w końcu się dziać. Początek zresztą był bardzo emocjonujący. Śledziłam akcje, byłam zaintrygowana tajemnicą związaną ze Złym. Potem niestety postać ta się zagubiła, napięcie zeszło i byłam ciekawa tylko, czym ta powieść będzie dalej. Moim zdaniem tej książki starczyłoby na dwie powieści: emocjonujący thriller i powieść obyczajową z przekrojem społecznym powojennej Warszawy.

 

To nie jest powieść dla mnie.

Myślę, że ta powieść nie jest zła. Inne recenzje i opinie świadczą o tym najlepiej. Po prostu nie trafiła w mój gust. Za mało kryminału w kryminale, za dużo zbędnych wątków, przez co gubi się napięcie, a ja przestałam śledzić intrygę. Jednak polecam tę książkę, warto samemu się przekonać, czy ona Wam pasuje.