„Zwłoki powinny być martwe” Agnieszki Pruskiej.

Zwłoki powinny być martwe.

Nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.

Alicja i Julia są nauczycielkami w gimnazjum. Uczą historii i biologii. Każdy, kto miał kontakt z dziećmi, wie, że potrafią one dać w kość. Młodzież gimnazjalna w szczególności. Bohaterki powieści liczą, że z dala od zgiełku miasta, krzyku dzieci, kartkówek i obowiązków naładują baterie na kolejne szkolne potyczki. Wzięły więc mnóstwo książek, ubrania niezbędne do leśnych wędrówek, dużo pozytywnej energii i rozpoczęły urlop.

Podczas poszukiwania leśnych owoców znalazły zwłoki. Ponieważ nie znały terenu i nie potrafiły wytłumaczyć, gdzie są, postanowiły pojechać po policjantów i przyprowadzić ich na miejsce. Przecież martwy mężczyzna nie ucieknie. Przynajmniej nie powinien. Niestety logika kobiet była błędna i po przyjeździe okazało się, że pod krzaczkiem malin została jedynie wygnieciona trawa.

Policja oczywiście obiecała, że sprawą się zajmie, ale nie było widać, aby brali zeznania kobiet poważnie. Z drugiej strony, co mają niby zrobić z morderstwem, gdy brakuje najważniejszego – ciała?

Niezrażone kobiety postanowiły rozpocząć prywatnie śledztwo.

 

Bohaterowie.

Co mogę powiedzieć na temat postaci w książce? Nie było ich specjalnie dużo. Mówimy o chatce leśnika pośrodku niczego. Kręciło się także paru policjantów, ale to właściwie koniec. Większość postaci spotykamy raz, czy dwa. Co nie jest oczywiście złe, lubię, gdy w powieściach kryminalnych nie mamy za dużo zbędnych wątków.

Czy bohaterowie zostali dobrze napisani? Ciężko określić. Niby mają jakieś tam cechy charakterystyczne, się wyróżniają, ale też nie zaskakują i nie zapadają w pamięć. Rozumiem, że to nie dramat psychologiczny, ale i w komediach widziałam lepiej napisane postacie. Powiem, że tutaj jest po prostu dobrze. Poprawnie.

„- Czy ja ci grzybów bronię? Nawet jestem skłonna wstać rano i pójść razem – „skłonna” to za mało powiedziane, przegryzłabym Julce gardło, gdyby sama poszła, do grzybów ssało mnie prawie tak, jak o morderstwa. – Potem odwalimy kolejną rundkę rozmów ze społeczeństwem.”

Muszę przyznać, że polubiłam główne bohaterki. Autorka rozpisała je jako inteligentne, zabawne kobiety z „niespokojną duszą”. One po prostu nie umieją odpoczywać. Muszą coś robić, więc trup się im idealnie trafił na nudnawy urlop. Zgadzam się jednak z opiniami, że momentami postacie te są zbyt infantylne, chaotyczne, czasem nawet posuwają się do kłamstw i manipulacji, aby osiągnąć swój cel.

Reszta postaci, choć nie były napisane najgorzej, to trącają jakimś takich stereotypem, nudą, brakiem pomysłu. Są miłe, da się je lubić, ale jakoś wyszły papierowo.

Trzeba także wspomnieć o wątku romantycznym. Jest on włożony do książki tylko po to, aby kobietom łatwiej było wyciągnąć jakieś informacje. Ja lubię sytuację, w której romans bohaterów nie przysłania akcji, ale skoro autorka coś zaczyna, to niechże nada temu charakter, treść. Taki wątek, który nie miał szansy się rozwinąć, jakoś do mnie nie przemawia.

 

Narracja.

Nie należę do osób, którym narracja pierwszoosobowa przeszkadza, wręcz przeciwnie. Zrezygnowanie z „wszystkowiedzącego komentatora” ogranicza niepotrzebną liczbę wątków, właściwie mamy jeden punt widzenia i jedną historię. Alicja tutaj toczy opowieść i tylko jej myśli znamy. Podoba mi się w takim sposobie pisania powieści tajemniczość. Gdy nie możemy wejść do głowy innym postaciom, są one dla nas zagadką. Mogą one nas zaskoczyć.

Niestety autorka nie wykorzystała okazji. Nikt nas, jak już pisałam, nie zaskakuje.

 

Akcja.

Z drugiej strony może to i dobrze? Może taki był zamysł autorki, stworzyć zabawny, lekki, odprężający kryminał? Bo emocje jak na grzybach, to prawda, lecz to nie jest wada. Przyjemność z czytania lektury porównałabym do spaceru z rodziną w lesie właśnie. Jest przyjemnie, dużo się śmiejemy, ale jakoś tak nieśpiesznie mija popołudnie. I to jest największy plus tej powieści.

„- Tobie chyba wczorajszy upał naprawdę zaszkodził – zatroskała się Julka, gdy tylko podzieliłam się z nią moim najnowszym pomysłem. – Oszalałaś? Po prawie siedemdziesięciu latach mieliby się mordować? Chyba waląc w łeb sztuczną szczęką albo laską. Szajka dziewięćdziesięciolatków? Kryminał geriatryczny?”

Wątkowi kryminalnemu nie mogę nic zarzucić. Jest poprowadzony idealnie, tak jak powinien. Trzeba pamiętać, że mamy tutaj dwie kobiety, z którymi nie chce rozmawiać policja, a one same nie znają za bardzo okolicy i ludzi. Także kobiety często się plączą albo dochodzą do absurdalnych wniosków.

 

Dowcip.

„- Gdyby pan zobaczył tę kobietę… – zaczął Podgórski.
No super! Oczyma duszy, czy jak?
– Robimy seans? – spytałam niewinnie.
– Jaki? – zdziwił się sierżant, a Marcin dziwnie prychnął.
– No jak to jaki? Spirytystyczny. Od razy powiem, że się absolutnie nie znam.
– Dlaczego seans?
– Bo powiedział pan, cytuję „Gdyby pan zobaczył tę kobietę”, a nie sądzę, żeby Marcin miał teraz na to szanse, chyba że wróci jako nieumarła?
Sierżant wyglądał przez chwilę tak, jakby istniała szansa na to, że kolejne zwłoki pojawią się bardzo szybko, a sprawca zbrodni będzie od razu znany. Odetchnął trzy razy, łyknął kawusię, zakrztusił się i odzyskał głos.”

Powiem szczerze, że nie raz i nie dwa się roześmiałam. Lubię zabarwione na czarno poczucie humoru, jakie spotkać mogę tylko w kryminałach. Dowcip jest tutaj niewymuszony, sytuacyjny, choć zgodzę się, że miejscami irytujący i infantylny. Nie zawsze śmiałam się z bohaterkami. Czasem była to reakcja bliższa wywracania oczu. Miałam wtedy wrażenie, że Alicja i Julia są nastolatkami, a nie dorosłymi kobietami. Na szczęście takich sytuacji było zdecydowanie mniej niż tych zabawnych.

 

Było całkiem dobrze.

Czy polecam powieść? Jeśli ktoś chce się odprężyć przy przyjemnej lekturze, to naturalnie. Pozycja nie przypadnie do gustu wielbicielom krwi i walających się flaków, to prawda, ale ja lubię, jak czasem powieść płynie, a nie pędzi. Bo czasem trzeba zwolnić, prawda? Ta książka jest średnia. Niby nie jest zła, ale raczej do przeczytania na raz.

Czy sięgnę po kolejną powieść autorki? Na pewno chciałabym zapoznać się serią o Barnabie Uszkierze (już samo nazwisko zachęca, prawda?), ale nie jestem do końca pewna, czy czekam z niecierpliwością na kolejny tom przygód bohaterek. Pewnie przeczytam, ale bardziej przy okazji.

„Znowu musiałam się pilnować, bo na końcu języka miałam już tekst informujący Podgórskiego, że nie zamierzamy się rozkładać, bo rozkładające się zwłoki wystarczą aż nadto.”

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Duże Ka, oraz wydawnictwu Oficynka.